Mundial 2026 dopiero się rozkręca, a jedną z najgorętszych dyskusji wokół turnieju wcale nie jest gra na boisku, lecz to, co dzieje się, kiedy gra zostaje przerwana. FIFA wprowadziła obowiązkowe, trzyminutowe przerwy na nawodnienie w każdej połowie każdego z 104 meczów turnieju — niezależnie od pogody, temperatury, a nawet tego, czy stadion ma dach i klimatyzację. Sędzia zatrzymuje grę około 22. minuty pierwszej i 67. minuty drugiej połowy, a zawodnicy mają trzy minuty na uzupełnienie płynów.
Problem w tym, że te trzy minuty to dla wielu nadawców telewizyjnych przede wszystkim okno reklamowe. FIFA pozwoliła stacjom puszczać reklamy w trakcie przerwy, z zastrzeżeniem powrotu do transmisji na żywo najpóźniej 30 sekund przed jej zakończeniem. W praktyce zdarzało się już, że kibice przed telewizorami tracili kilka sekund akcji po powrocie z reklamy.
Jako pierwszy głośno skrytykował tę politykę kapitan Holandii, Virgil van Dijk, po remisie 2:2 z Japonią rozegranym w klimatyzowanym AT&T Stadium w Arlington. Obrońca Liverpoolu nie kryl zniecierpliwienia: powtarzające się przejścia na reklamę nie podobają mu się, a dla neutralnego widza telewizyjnego również nie są dobrym rozwiązaniem. Zaznaczył jednak, że w ekstremalnym upale przerwy mają sens — jego zdaniem decyzja powinna być podejmowana mecz po meczu, a nie odgórnie dla całego turnieju.
Wcześniejsze edycje mundiali traktowały przerwy na nawodnienie jako narzędzie sytuacyjne, stosowane przez sędziów wyłącznie wtedy, gdy temperatura lub wilgotność przekraczały określony próg. Tegoroczny turniej, rozgrywany w USA, Kanadzie i Meksyku, jest pierwszym, w którym FIFA zastosowała tę zasadę jednolicie, dla każdego meczu, zamieniając rozwiązanie kryzysowe w stały element rozgrywki. Według FIFA stoi za tym chęć zapewnienia przewidywalności i równego traktowania wszystkich zespołów, bez konieczności podejmowania decyzji w czasie rzeczywistym.
Krytycy nie kupują jednak w pełni tego uzasadnienia. Zwracają uwagę, że nowy format dzieli mecz na cztery kwarty, na wzór NBA czy NFL, co akurat dobrze wpisuje się w sposób konsumowania sportu przez amerykańskich kibiców i otwiera FIFA dodatkowe, lukratywne źródło przychodów reklamowych w samym środku każdej połowy. Trener Niemiec Julian Nagelsmann przyznał wprawdzie, że przerwa pomogła jego zespołowi się przegrupować taktycznie podczas meczu z Curaçao, a komentatorzy żartobliwie nazywają je już „przerwami taktycznymi” — ale to wyjątek na tle przeważającego niezadowolenia.
Van Dijk był pierwszym zawodnikiem, który zdecydował się otwarcie zabrać głos w tej sprawie, ale prawdopodobnie nie ostatnim. Temat dzieli już nie tylko kibiców i komentatorów, ale również trenerów i samych piłkarzy, a w miarę postępu turnieju — i kolejnych meczów rozgrywanych w klimatyzowanych, niekoniecznie gorących stadionach — można oczekiwać, że więcej zawodników zdecyduje się publicznie skrytykować politykę FIFA.
Pytanie, które coraz częściej pada w mediach, brzmi: czy te przerwy faktycznie służą zdrowiu piłkarzy, czy są przede wszystkim sposobem na zmieszczenie dodatkowego bloku reklamowego w transmisji najbardziej oglądanego turnieju na świecie.

