Atmosfera przed Grand Prix Wielkiej Brytanii gęstnieje, ale tym razem powodem nie są osiągi bolidów, lecz nietypowa parada kierowców. Władze Formuły 1 zaplanowały, że zawodnicy pokonają okrążenie toru Silverstone w gokartach zbudowanych z klocków Lego. Pomysł, który ma przyciągnąć młodszą widownię, spotkał się z niespodziewanym oporem największych gwiazd sportu.
Lewis Hamilton, siedmiokrotny mistrz świata, publicznie poddał w wątpliwość swój udział w tym wydarzeniu. Podczas czwartkowych spotkań z mediami Brytyjczyk nie krył sceptycyzmu wobec nowej formy aktywacji. „Nie wiem, czy w tym roku wsiądę do samochodu z Lego” – uciął krótko Hamilton. Gdy dziennikarze próbowali dopytać o powody tej decyzji, kierowca Ferrari stwierdził jedynie, że to sprawa, którą musi wyjaśnić poza kamerami.
Narastający konflikt o marketingowe obowiązki
Do protestu Hamiltona dołączył Max Verstappen, który również krytycznie ocenia pomysł z klockami. W padoku huczy od spekulacji na temat przyczyn buntu. Wśród potencjalnych powodów wymienia się zmęczenie przeładowanym kalendarzem, który liczy już 24 wyścigi, oraz kwestie wizerunkowe. Hamilton może obawiać się, że globalne marki zyskują darmową ekspozycję dzięki jego osobie, nie oferując w zamian odpowiedniej rekompensaty finansowej.
Mimo groźby bojkotu, rezygnacja z parady może być kosztowna. Udział w przedwyścigowych ceremoniach jest obowiązkowy, a za niestawienie się na torze grożą wysokie kary finansowe. Choć dla Hamiltona grzywna nie stanowi problemu, Ferrari sugeruje, że ich kierowca ostatecznie pojawi się w gokarcie złożonym z 28 tysięcy elementów. Na trybunach Silverstone zasiądzie bowiem 175 tysięcy kibiców, którzy czekają na swojego idola.
