Aryna Sabalenka pewnie awansowała do trzeciej rundy Wimbledonu, ale po meczu więcej niż o tenisie mówiła o swoim psie. Liderka rankingu WTA publicznie skrytykowała surową politykę turnieju, która zakazuje wprowadzania zwierząt na teren obiektu.
Białorusinka chciałaby, aby jej pupil o imieniu Ash mógł towarzyszyć jej podczas zmagań w Londynie. Tenisistka podkreśla, że rozłąka z czworonogiem negatywnie wpływa na jej samopoczucie. „To rani moje uczucia. To po prostu mała, puszysta rzecz, która zawsze chce przytulania i miłości. Spacerowanie z nim po parku jest dla mnie formą medytacji. Wimbledon, proszę, błagam was, wpuśćcie psy do środka” – wyznała Sabalenka podczas konferencji prasowej po spotkaniu drugiej rundy.
Tradycja silniejsza niż prośby gwiazd
Władze All England Club pozostają nieugięte, argumentując swoją decyzję brytyjskimi przepisami dotyczącymi kwarantanny zwierząt oraz troską o stan trawy na kortach i terenach publicznych, takich jak Henman Hill. Sabalenka rozumie obawy o historyczny obiekt, ale zapewnia, że psy zawodników są doskonale wytrenowane. W walce o zmianę przepisów wspiera ją Martina Navratilova, która sama spotkała się z odmową wprowadzenia swojego pupila na teren klubu i zapowiada walkę o zniesienie tych ograniczeń.
Mimo emocjonalnych apeli, tradycja Wimbledonu wydaje się na ten moment nie do ruszenia. Jon Wertheim z The Tennis Channel potwierdził, że klub otrzymał jasne wytyczne dotyczące higieny i bezpieczeństwa nawierzchni. Oznacza to, że zarówno Sabalenka, jak i inne zawodniczki, w tym Anna Kalinskaya, muszą radzić sobie w turnieju bez wsparcia swoich czworonożnych przyjaciół, którzy na czas meczów zostają w domach.
