Emma Raducanu przeżyła bolesne rozczarowanie podczas turnieju Indian Wells Open. Brytyjka została rozbita przez Amandę Anisimovą 1:6, 1:6 w zaledwie 52 minuty. To dotkliwa lekcja dla byłej mistrzyni US Open, która tuż przed startem zawodów zdecydowała się na odważny krok i rozstanie z trenerem Francisco Roigiem.
Powodem zakończenia współpracy z hiszpańskim szkoleniowcem był brak porozumienia w kwestii taktyki. Roig chciał wprowadzić do gry Raducanu więcej urozmaiceń, ponieważ uważał, że tenisistka nie ma wystarczającej siły ognia, by rywalizować z najmocniejszymi zawodniczkami z głębi kortu. Raducanu postawiła jednak na swoim. Chciała wrócić do naturalnego, instynktownego stylu, który przyniósł jej wielkoszlemowy tytuł w 2021 roku. Twierdziła, że zbyt wielu ludzi mówiło jej, jak ma grać, co stłumiło jej prawdziwą naturę na korcie.
Kryzys taktyczny i widmo spadku w rankingu
Rzeczywistość okazała się bezlitosna dla Brytyjki. Anisimova, finalistka Wimbledonu i US Open z 2025 roku, całkowicie zdominowała spotkanie siłą swoich uderzeń. Raducanu popełniała seryjne błędy, próbując dotrzymać tempa rywalce, co przypominało jej wcześniejsze jednostronne porażki z Igą Świątek czy Jeleną Rybakiną. Ten mecz pokazał, że bez planu B Raducanu ma ogromne problemy z tenisistkami operującymi potężnym uderzeniem, a jej wiara w wygrywanie wymian z głębi kortu została mocno podważona.
Sytuacja tenisistki staje się trudna nie tylko pod względem sportowym, ale i rankingowym. Obecnie zajmuje 23. miejsce w zestawieniu WTA, jednak przed nią turniej w Miami, gdzie musi bronić punktów za ubiegłoroczny ćwierćfinał. Jeśli Raducanu szybko pożegna się z zawodami na Florydzie, grozi jej wypadnięcie z czołowej trzydziestki światowego rankingu. Kolejny sprawdzian pokaże, czy Brytyjka wyciągnie wnioski z lekcji odebranej w Indian Wells.
