Porażka Widzewa Łódź w ćwierćfinałowym starciu z GKS-em Katowice definitywnie zamknęła klubowi drogę do europejskich pucharów. Kapitan drużyny, Juljan Shehu, wprost przyznał, że triumf w tych rozgrywkach był priorytetem sezonu.
Dla łódzkiego klubu wtorkowy wieczór w Katowicach okazał się kolejną sportową katastrofą, która przekreśliła najważniejsze założenia na bieżącą kampanię. Juljan Shehu nie ukrywał, że zespół przystępował do rozgrywek z jasno określonymi ambicjami, które teraz legły w gruzach.
„Jesteśmy ogromnie rozczarowani, ponieważ Puchar Polski był naszym głównym celem na ten sezon” – zadeklarował kapitan Widzewa.
Po remisie 1:1 w regulaminowym czasie gry i bezbramkowej dogrywce, o losach awansu zdecydował konkurs rzutów karnych. W nim Łodzianie zawiedli na całej linii – Fran Álvarez nie zdołał pokonać Rafała Strączka, a Mariusz Fornalczyk posłał piłkę nad poprzeczką. Bezbłędna egzekucja ze strony zawodników GKS-u Katowice, w tym celne strzały Jędrycha, Nowaka, Rasaka i Milewskiego, przypieczętowała wynik 4:2 i wyeliminowała gości z turnieju.
W środowisku piłkarskim cały czas trwa dyskusja nad przyczynami kryzysu drużyny, która mimo posiadania w składzie zawodników o ogromnym potencjalne nie potrafi przełożyć tego na wyniki.
Juljan Shehu, pytany o popularną teorię dotyczącą braku szczęścia, uciął spekulacje w krótki sposób.
„Często mówi się o braku szczęścia, ale dla mnie to tylko wymówka. To nie była kwestia szczęścia – musimy być po prostu bardziej skoncentrowani w polu karnym przeciwnika” – ocenił kapitan łodzian.
Podkreślił, że mimo dużej liczby oddanych strzałów i wykreowanych okazji, to brak zimnej krwi pod bramką rywala jest realnym problemem zespołu.
Obecna sytuacja Widzewa jest krytyczna – po 23 kolejkach ligowych zespół znajduje się w strefie spadkowej, a utrata szansy na grę w Europie oznacza, że jedynym wyzwaniem pozostaje teraz mozolna walka o utrzymanie w Ekstraklasie.
