Barcelona wyrasta na jednego z głównych graczy letniego okna transferowego, planując sprowadzenie następcy Roberta Lewandowskiego. Jak donoszą media, klub wyznaczył konkretny budżet na nową „dziewiątkę”. Polak, który ma już 37 lat, może zostać definitywnie zdegradowany do roli rezerwowego.
Kataloński klub ustalił limit wydatków na poziomie 100 milionów euro. Kwota ta ma obejmować zarówno sumę odstępnego, jak i wszelkie zmienne. Barcelona liczy, że po trzech latach przekraczania limitu wynagrodzeń, w końcu wróci do normalności finansowej. Jeśli tak się stanie, klub będzie mógł przeznaczyć całość zaoszczędzonych środków na nowe kontrakty, zamiast obecnych 60 procent. To otwiera drogę do wielkich ruchów na rynku transferowym.
Koniec ery Lewandowskiego i transferowe przeszkody
Sytuacja Roberta Lewandowskiego staje się niepewna, mimo możliwego przedłużenia jego umowy o rok. Słaba forma Ferrana Torresa sprawiła, że były gracz Manchesteru City przestał być brany pod uwagę jako pierwszy wybór w ataku. Na liście życzeń pojawili się Omar Marmoush z Manchesteru City oraz Fisnik Asllani z Hoffenheim. Na ten moment nie ma jednak jasnej ścieżki działania, a klub sonduje rynek w poszukiwaniu optymalnego rozwiązania dla ofensywy.
Marzenia o sprowadzeniu Juliana Alvareza wydają się obecnie niemożliwe do zrealizowania. Atletico Madryt nie chce sprzedawać swojego asa bezpośredniemu rywalowi i oczekuje kwoty dwukrotnie wyższej niż 75 milionów euro, które samo zapłaciło. Przy budżecie rzędu 100 milionów euro, Barcelona nie jest w stanie sprostać tym wymaganiom. Jedyną szansą pozostaje determinacja samego Argentyńczyka, by wymusić transfer na Camp Nou, choć szanse na taki scenariusz są oceniane jako znikome.
