Daniil Miedwiediew wywalczył awans do półfinału turnieju Indian Wells po zwycięstwie 6:1, 7:5 nad Jackiem Draperem, ale o meczu mówi się głównie w kontekście skandalu sędziowskiego. Przy stanie 5:5 w drugim secie doszło do rzadko spotykanej interwencji systemu wideo, która bezpośrednio wpłynęła na wynik spotkania. Brytyjczyk nie krył rozczarowania postawą rywala, który poprosił o sprawdzenie sytuacji dopiero po zakończeniu wymiany.
Kontrowersyjny punkt i szczere wyznanie przy siatce
Sędzia Aurelie Tourte uznała, że Draper przeszkodził przeciwnikowi w grze, co skutkowało przyznaniem punktu Miedwiediewowi. Brytyjski tenisista podczas wymiany uścisku dłoni jasno dał do zrozumienia, co myśli o tej sytuacji. Choć przyznał, że decyzja była zgodna z przepisami, zakwestionował fakt, czy Rosjanin faktycznie został rozproszony. Miedwiediew w przypływie szczerości odpowiedział rywalowi, że sam nie czuje się najlepiej z tym, jak potoczyły się wydarzenia na korcie.
Podczas konferencji prasowej Miedwiediew analizował swoje zachowanie, przyznając, że powinien zareagować natychmiast, a nie czekać do końca akcji. Tenisista potwierdził, że gest Drapera wybił go z rytmu przy uderzeniu forhendem, choć nie był to wpływ decydujący. Zawodnik zaznaczył, że mimo dyskomfortu moralnego nie uważa, aby dopuścił się oszustwa. Podkreślił, że po wielu niekorzystnych decyzjach w przeszłości, tym razem werdykt arbitra po prostu sprzyjał jego interesom.
Wygrana nad Draperem oznacza, że w kolejnej rundzie Miedwiediew zmierzy się z liderem światowego rankingu, Carlosem Alcarazem. Mimo napięcia pod siatką, Rosjanin wierzy, że jego dobre relacje z Brytyjczykiem nie ucierpią przez ten incydent. Cała sytuacja wzbudziła jednak ożywioną dyskusję wśród kibiców i ekspertów na temat zasadności korzystania z powtórek wideo przy ocenie przeszkadzania w grze, co w tenisie wciąż budzi ogromne emocje.
