Audi wyrasta na głównego przeciwnika głębokich zmian w przepisach dotyczących silników Formuły 1 na sezon 2027. Niemiecki producent, który przygotowuje się do debiutu w królowej motorsportu, domaga się stabilności regulaminowej. Jak donosi Autosport, sprawa stała się politycznie drażliwa podczas weekendu w Montrealu.
Gernot Dollner, dyrektor generalny Audi, potwierdził w Monako, że marka preferuje brak istotnych modyfikacji w jednostkach napędowych. Niemcy argumentują swoje stanowisko koniecznością zachowania efektywności kosztowej oraz przestrzeganiem limitów budżetowych. Audi zainwestowało już ogromne środki w obecną koncepcję układu napędowego i nie chce ich marnować na szybkie zmiany w przepisach. Dollner podkreśla, że ścieżka innowacji firmy jest stroma, ponieważ startują z niższego poziomu niż obecni producenci.
Walka o pieniądze i aerodynamikę
W kuluarach toczą się dyskusje nad kompromisem, który mógłby objąć zwiększenie przepływu paliwa o zaledwie 5 procent przy jednoczesnym drastycznym zmniejszeniu docisku aerodynamicznego. Audi dopuszcza jedynie takie korekty, które nie wymagają kosztownych modyfikacji sprzętowych. Marka woli przeznaczyć dostępne zasoby na optymalizację obecnego systemu i poprawę konkurencyjności bolidu, zamiast finansować kolejną rewolucję techniczną narzuconą przez FIA.
Sytuację Audi komplikuje struktura korporacyjna wewnątrz Grupy Volkswagen. Każda dodatkowa inwestycja wymagająca zgody zarządów mogłaby spowolnić proces decyzyjny, choć Dollner zaznacza, że nie jest to główny powód ich oporu. Producent skupia się na dopracowaniu własnego napędu w ramach istniejących ram prawnych. Oprócz Audi, obawy finansowe dotyczące nowych regulacji zgłasza również Honda, podczas gdy Ferrari koncentruje się na innych aspektach technicznych.
