Podczas gdy prezes Marcin Animucki wskazuje na podobieństwa finansowe między Polską a Holandią, zestawienie wpływów dla triumfatora Ekstraklasy z zarobkami czołowych klubów Europy obnaża ogromną dysproporcję majątkową.
Zgodnie z informacjami przekazanymi przez prezesa Ekstraklasy, Marcina Animuckiego, przyszły mistrz Polski może liczyć na gratyfikację finansową rzędu 35 milionów złotych, co w przeliczeniu daje kwotę ok. 8 miliona euro. Sternik ligi w swojej wypowiedzi odniósł się do realiów rynkowych, zaznaczając, że „na podobne pieniądze mogą liczyć zdobywcy mistrzowie w Holandii”.
Choć kwota ta w warunkach lokalnych wydaje się znacząca, zestawienie jej z przychodami klubów z najsilniejszych lig europejskich ukazuje skalę dystansu, jaki dzieli polskie rozgrywki od kontynentalnej elity.
Analiza danych z innych rynków europejskich wskazuje na marginalny udział polskiej ligi w podziale największych pieniędzy. Największy kontrast widoczny jest w zestawieniu z angielską Premier League, gdzie mistrz inkasuje aż 223 miliony euro.
Wysokie progi finansowe utrzymują się również w Hiszpanii, gdzie triumfator otrzymuje 180 milionów euro, oraz w Niemczech z kwotą 107 milionów euro. Nieco mniej, choć wciąż znacznie więcej niż w Polsce, zarabiają najlepsi we Włoszech (83 miliony euro) oraz we Francji (60 milionów euro).
Co istotne, polskie realia wypadają blado nawet na tle sąsiadów z południa – Czesi za zdobycie mistrzostwa kraju mogą otrzymać od 20 do nawet 40 milionów euro, co stawia tamtejsze kluby w znacznie korzystniejszej sytuacji budżetowej niż Polaków.
