Aryna Sabalenka sensacyjnie odpadła w półfinale turnieju WTA 500 w Berlinie, ulegając Jessice Peguli 4:6, 7:6(4), 0:6. Liderka światowego rankingu po raz kolejny w tym miesiącu kompletnie posypała się w decydującym momencie, co budzi coraz większy niepokój przed nadchodzącym Wimbledonem.
Mecz w stolicy Niemiec był rwanym widowiskiem, które wielokrotnie przerywały opady deszczu. Choć Sabalenka zdołała odwrócić losy drugiego seta w tie-breaku, to w trzeciej partii na korcie istniała już tylko Amerykanka. Białorusinka wygrała w decydującym secie zaledwie 13 z 42 punktów, co skończyło się dla niej upokarzającym wynikiem 0:6. To już druga z rzędu porażka czteroletniej triumfatorki turniejów wielkoszlemowych, w której traci seta do zera, po niedawnym blamażu z Dianą Shnaider w ćwierćfinale French Open.
Rankingowe konsekwencje i spokój Peguli
Mimo bolesnej porażki Sabalenka utrzyma pozycję liderki z dorobkiem 9090 punktów, ponieważ obroniła punkty za ubiegłoroczny półfinał. Jej przewaga nad drugą Eleną Rybakiną nadal wynosi 947 punktów, jednak Białorusinka zmarnowała idealną okazję, by odskoczyć rywalce, która odpadła już w drugiej rundzie. Tymczasem 32-letnia Pegula, która wygrała dopiero czwarty raz w trzynastu starciach z Sabalenką, zbliżyła się w rankingu do zajmującej trzecie miejsce Igi Świątek.
Amerykanka po meczu nie kryła, że kluczem do sukcesu było opanowanie emocji, nawet gdy rywalka zaczęła grać agresywniej po przerwie deszczowej. „Szczerze mówiąc, wydaje mi się to stratą energii. Po prostu staram się być sobą” – przyznała Jessica Pegula, komentując swój chłodny styl bycia na korcie. Dla Sabalenki to sygnał ostrzegawczy, że jej problemy z utrzymaniem koncentracji i stabilnej formy w kluczowych fazach meczów stają się powtarzalnym schematem.
