Cadillac wyrasta na nową siłę w Formule 1 po trudnej drodze do uzyskania zgody na starty. Pierwszy od dekady zespół budowany od podstaw zaliczył debiut w Melbourne, wystawiając do walki Sergio Pereza oraz Valtteriego Bottasa. Jak donosi Autosport, ekipa wspierana przez General Motors celuje w rzetelność, choć początki w erze regulacji na rok 2026 okazały się niezwykle wymagające dla debiutanta z bazami w Silverstone i Charlotte.
Valtteri Bottas musiał wycofać się z wyścigu przedwcześnie przez awarię kierownicy. Szef zespołu, Graeme Lowdon, nie kryje irytacji tą sytuacją, ponieważ element ten pochodzi od zewnętrznego dostawcy. Z kolei Sergio Perez zdołał dowieźć bolid do mety, kończąc zawody po zmianie strategii z jednego na dwa postoje. Mechanicy Cadillaca popisali się przy tym sprawnością, wykonując pitstop w czasie nieco ponad dwóch sekund, co buduje pewność siebie przed kolejnym weekendem wyścigowym.
Symulacje uratowały debiut Cadillaca
Kluczem do przetrwania pierwszego Grand Prix okazał się program „race ready”. Zespół przez wiele miesięcy symulował weekendy wyścigowe, ćwicząc komunikację między bazami w USA i Wielkiej Brytanii oraz podejmowanie decyzji pod presją. Lowdon przyznaje, że bez tych przygotowań ukończenie wyścigu byłoby niemal niemożliwe. Podczas gdy Bottas zmagał się z usterką, inżynierowie musieli jednocześnie procesować dane dotyczące strategii Pereza, co sprawdziło ich zdolność do pracy w ekstremalnych warunkach.
Mimo dumy z debiutu, Cadillac traci obecnie trzy do czterech sekund do czołówki. Sergio Perez podkreśla, że obecny bolid MAC-26 z silnikiem Ferrari ma bardzo podstawową aerodynamikę, którą zatwierdzono dawno temu. Meksykanin zaznacza jednak, że zespół dysponuje odpowiednimi zasobami i doświadczonymi ludźmi, by systematycznie niwelować stratę. Plan rozwoju zakłada regularne wprowadzanie poprawek, które mają pozwolić amerykańskiej stajni na nawiązanie realnej walki z resztą stawki w nadchodzących miesiącach.
