Adrian Newey przerwał milczenie w sprawie fatalnego początku sezonu i problemów Hondy, które kładą się cieniem na projekcie Aston Martina. Legendarny inżynier przyznał w Melbourne, że japoński producent dysponował zaledwie dwiema bateriami na pierwszy weekend wyścigowy sezonu 2026. To jednak tylko wierzchołek góry lodowej w relacjach obu stron.
Sytuacja wewnątrz projektu Hondy drastycznie różni się od złotych lat współpracy z Red Bullem. Po oficjalnym wycofaniu się ze sportu w 2021 roku, struktury firmy uległy całkowitemu rozkładowi. Newey potwierdził, że większość doświadczonych inżynierów odeszła do innych działów, zajmując się m.in. panelami słonecznymi. Gdy Honda zdecydowała się na powrót, musiała budować zespół niemal od zera, opierając się na ludziach bez doświadczenia w Formule 1.
Wizyta w Tokio obnażyła brutalną rzeczywistość
Najbardziej uderzający jest fakt, że Lawrence Stroll i jego ekipa przez długi czas żyli w nieświadomości. Umowę podpisano w maju 2023 roku, ale dopiero listopadowa wizyta w Tokio otworzyła im oczy. Newey, Stroll i Andy Cowell udali się do Japonii, by sprawdzić plotki o niedostatkach mocy silnika. Na miejscu dowiedzieli się, że Honda dysponuje zaledwie 30 proc. dawnego składu osobowego, co stawia ich w fatalnej pozycji wobec konkurencji działającej w reżimie limitów budżetowych.
Padok huczy od plotek, że Red Bull uniknął katastrofy, przejmując rozwój silników we własne ręce. Podczas gdy Honda zmaga się z brakiem know-how, ekipa z Milton Keynes przejęła kluczowych ekspertów z Mercedesa. Aston Martin został z partnerem, który musi uczyć się podstaw w czasie, gdy rywale dopracowują detale. Czas ucieka, a pytania o to, czy Honda zdąży przygotować konkurencyjną jednostkę dla Fernando Alonso, stają się coraz bardziej zasadne.
