Emma Raducanu wyrasta na główną bohaterkę ostatnich dni w świecie tenisa po tym, jak ogłosiła powrót do współpracy z Andrew Richardsonem. To właśnie pod jego wodzą Brytyjka triumfowała w US Open w 2021 roku. Decyzja zapadła w cieniu kontrowersji, jakie wywołało jej nagłe wycofanie się z turnieju w Rzymie, zaledwie pół godziny po optymistycznej konferencji prasowej.
Sytuacja wokół byłej mistrzyni US Open jest napięta, ponieważ od marca nie rozegrała ona żadnego meczu w cyklu WTA. Ostatni występ zakończył się dotkliwą porażką z Amandą Anisimovą w Indian Wells. Raducanu tłumaczy swoją nieobecność skutkami wirusa, który męczy ją od lutego, jednak media w Rzymie były zdezorientowane jej zachowaniem. Zawodniczka najpierw deklarowała pełną gotowość i motywację, by chwilę później zrezygnować z gry, co wywołało falę spekulacji na temat jej przyszłości.
Walka o ranking i przyszłość w elicie
Najbliższe tygodnie mają kluczowe znaczenie dla pozycji Raducanu w światowym rankingu. Tenisistka planuje start w turnieju WTA 500 w Strasburgu, gdzie jej pierwszą rywalką będzie Diane Parry, a następnie występ we French Open. Jeśli nie zacznie wygrywać, jej ranking spadnie do poziomu uniemożliwiającego bezpośredni start w największych imprezach. Brytyjka musi bronić punktów za ćwierćfinał w Queen's Club oraz trzecią rundę Wimbledonu, co przy obecnej formie jest ogromnym wyzwaniem.
Dyrektorzy turniejów mogą przestać przyznawać jej dzikie karty, na które liczyła przez ostatnie pięć lat od sukcesu w Nowym Jorku. Na horyzoncie pojawiają się nowe gwiazdy z rozgrywek juniorskich, które wypychają starsze zawodniczki z drabinek. Richardson ma zapewnić stabilizację i pomóc Raducanu utrzymać się w czołowej 32 rankingu, co gwarantuje rozstawienie w Wielkich Szlemach. Prawdziwy sprawdzian jej formy i sensu ponownej współpracy z trenerem nastąpi podczas nadchodzącego sezonu na trawie.
