Alex Eala przebojem wdarła się do elity cyklu WTA, a jej letnie występy budzą podziw na całym świecie. Po spektakularnym triumfie w Washington Open, gdzie w finale pokonała Jessicę Pegulę, Filipinka udowodniła, że potrafi wygrywać z największymi nazwiskami, takimi jak Elina Switolina czy Naomi Osaka. Teraz media obiegła informacja o nieprawdopodobnej statystyce, która łączy ją z samą Aryną Sabalenką.
Analiza ostatnich występów pokazuje, że Eala i Sabalenka dotarły do tego samego etapu w czterech kolejnych turniejach, w których obie startowały. Kiedy liderka rankingu odpadała w Rzymie, Berlinie, na Wimbledonie czy ostatnio w Kanadzie, Eala kończyła zmagania dokładnie na tej samej rundzie. W Toronto obie pożegnały się z imprezą w 1/8 finału – Sabalenka uległa Jekaterinie Aleksandrowej, a Eala nie sprostała Belindzie Bencic, przegrywając w dwóch setach.
Marsz w stronę czołowej dziesiątki rankingu
Forma Filipinki pozwala realnie myśleć o ataku na czołową dziesiątkę zestawienia WTA. Obecnie dzieli ją zaledwie 240 punktów od zajmującej 19. Przed Ealą otwierają się ogromne szanse w Cincinnati, gdzie zadebiutuje w drabince głównej, oraz podczas US Open. W Nowym Jorku będzie bronić punktów za drugą rundę z 2025 roku, kiedy to pokonała Clarę Tauson, odnosząc swoje pierwsze w historii zwycięstwo w turnieju wielkoszlemowym.
Fakt, że Eala dorównuje wynikom jednej z najbardziej regularnych zawodniczek w tourze, jest najlepszym dowodem na jej błyskawiczny rozwój. Choć Sabalenka notuje ostatnio spadek formy, zestawienie jej rezultatów z osiągnięciami wschodzącej gwiazdy pokazuje, jak wysoko zawieszona jest poprzeczka. Jeśli Eala utrzyma tę dyspozycję, jej awans w rankingu wydaje się nieunikniony, a kolejne okazje do zdobycia cennych punktów nadejdą już w najbliższych tygodniach.
