Mariusz Jop musiał tłumaczyć swoich piłkarzy z zamieszania, do którego doszło przed rzutem karnym w meczu Wisły Kraków z GKS-em Katowice. Zachowanie Maxence’a Maisonneuve’a mogło sugerować, że w zespole nie ustalono wykonawcy jedenastki.
Do sytuacji doszło w 54. minucie spotkania. Alan Uryga został sfaulowany przez Marcina Wasielewskiego przy próbie oddania strzału, a sędzia podyktował rzut karny dla gospodarzy.
Przed wykonaniem jedenastki piłkę trzymał Maisonneuve. Dopiero po jakimś czasie przekazał ją Marko Boziciowi, który podszedł do rzutu karnego i skutecznie pokonał Gabriela Kobylaka. Całe zdarzenie mogło wyglądać tak, jakby zawodnicy Wisły nie byli zgodni co do tego, kto powinien oddać strzał.
Po meczu o tę sytuację zapytano Mariusza Jopa. Szkoleniowiec zapewnił, że hierarchia wykonawców była jasno określona, a Bozić od początku miał wykonać rzut karny, jeśli na boisku nie będzie Rodado.
– Z tych, którzy byli na boisku, wyznaczony był Bozić. Mamy hierarchię. Oczywiście, gdyby był „Roda”, to byłby „Roda”. Natomiast z tych, którzy byli na boisku w danym momencie, był to Bozić – wyjaśnił trener Wisły.
Decyzja Maisonneuve’a nie wynikała więc z chęci przejęcia piłki. Francuz miał pomóc koledze i ochronić go przed próbami wyprowadzenia z równowagi przez bramkarza GKS-u.
Kobylak wyszedł przed bramkę i starał się sprowokować zawodnika przygotowującego się do strzału. Właśnie dlatego piłkę przez chwilę trzymał inny gracz Wisły, a Bozić mógł odsunąć się od całego zamieszania i spokojnie przygotować do próby.
– Bramkarz wyszedł wyżej, chciał trochę prowokować „Boziego”. To jest znany manewr, że jeden zawodnik bierze piłkę, a ten, który strzela, idzie poza pole karne, żeby trochę ostudzić głowę. To była pomoc, a nie chęć zabrania piłki koledze – podkreślił Jop.
Wisła Kraków ostatecznie pokonała GKS Katowice 2:1, udanie wracając do PKO BP Ekstraklasy po czterech latach przerwy. Teraz „Biała Gwiazda” zagra przeciwko Piastowi Gliwice, a mecz rozegra na wyjeździe.

