Marsylia wrze po ostatnich wynikach, a Habib Beye wyrasta na postać budzącą ogromne kontrowersje. Szkoleniowiec, który zastąpił Roberto De Zerbiego po klęsce 0:5 z Paris Saint-Germain, musiał zmierzyć się z niewygodnymi pytaniami o swoje zarobki i sens dalszej pracy. Jak donoszą media, trener nie zamierza jednak ustępować pod presją otoczenia.
Atmosfera wokół trenera zgęstniała po porażce 1:2 z Lille OSC tuż przed przerwą reprezentacyjną. Beye objął stery w połowie lutego, niedługo po tym, jak sam został zwolniony z Rennes. Choć zanotował serię trzech zwycięstw z rzędu, styl tych wygranych nie przekonał kibiców. Wszystkie mecze, w tym starcia z Auxerre i Toulouse, kończyły się skromnymi, jednobramkowymi przewagami, co przy braku efektownej gry wywołało falę negatywnych komentarzy w mediach.
Trzecia pensja w lidze i walka o Ligę Mistrzów
Największe emocje budzą finanse szkoleniowca. Habib Beye inkasuje miesięcznie 230 tysięcy euro, co czyni go trzecim najlepiej opłacanym trenerem w Ligue 1. Wyprzedzają go jedynie Luis Enrique z PSG oraz Paulo Fonseca z Lyonu. Podczas konferencji prasowej przed meczem z Monaco, Beye musiał tłumaczyć się z tak wysokiego kontraktu. Trener podkreślił, że na wszystko zapracował sam i zamierza udowadniać swoją wartość wynikami na boisku, a nie w gabinetach.
Szkoleniowiec przypomniał, że jego głównym celem jest awans do Ligi Mistrzów. Gdy przejmował zespół, Marsylia zajmowała czwarte miejsce w tabeli, a obecnie znajduje się na trzeciej pozycji. Beye podpisał kontrakt obowiązujący przez półtora roku i zaznaczył, że chce wypełnić umowę do 2027 roku. Mimo trudnej przeszłości w Rennes i braku widowiskowej gry, trener pozostaje pewny swojej pozycji i nie zamierza dłużej zajmować się spekulacjami dotyczącymi jego zwolnienia.
