Memphis Grizzlies mogą mieć w swoich szeregach nową supergwiazdę. Cameron Boozer, wybrany z numerem trzecim w tegorocznym drafcie NBA, zaliczył wymarzony debiut w Lidze Letniej. W Salt Lake City jego zespół rozbił Oklahoma City Thunder 111:74, a młody skrzydłowy udowodnił, że ogromne oczekiwania nie są przesadzone.
Boozer potrzebował zaledwie 24 minut, aby zapisać na swoim koncie 15 punktów, cztery zbiórki oraz cztery asysty. Na parkiecie prezentował rzadko spotykaną mieszankę wzrostu, techniki rzutu i umiejętności gry na obwodzie. Takie zestawienie cech sprawiło, że w mediach społecznościowych natychmiast pojawiły się porównania do Karla-Anthony'ego Townsa. Amerykańscy dziennikarze piszą wprost, że debiutant „gotował” na boisku, grając niezwykle efektywny i niesamolubny basket, co przełożyło się na miażdżącą przewagę jego drużyny nad rywalami z Oklahomy.
Pokora nowej nadziei Memphis
Mimo statusu nowej twarzy organizacji, były zawodnik uczelni Duke zachowuje chłodną głowę i dystans do nagłego rozgłosu. Boozer zdaje sobie sprawę, że jeden udany występ w Summer League to dopiero początek długiej drogi do stania się filarem zespołu w sezonie regularnym. „Myślę, że to odpowiedzialność, którą miałem przez całą karierę. Ale pierwszą rzeczą, jaką musisz zrobić, to pojawić się i pokazać, że na to zasługujesz” – przyznał Cameron Boozer po meczu. Koszykarz dodał, że bycie liderem wymaga codziennej pracy i właściwego podejścia do obowiązków.
Dla Grizzlies tak udany start ich najwyższego wyboru w drafcie to sygnał, że proces przebudowy idzie w dobrym kierunku. Boozer chwalił po spotkaniu przygotowanie zespołu oraz fakt, że w składzie nie brakuje graczy potrafiących dzielić się piłką. Choć to dopiero mecze towarzyskie, styl w jakim 19-latek zdominował strefę podkoszową i obwód, pozwala kibicom z Memphis z optymizmem patrzeć na nadchodzące rozgrywki NBA. Kolejne występy w Salt Lake City mają być tylko potwierdzeniem jego gotowości do gry na najwyższym poziomie.
