W szczerej rozmowie z Garbine Muguruzą, wieloletni trener i wujek Rafaela Nadala – Toni Nadal – podzielił się refleksjami na temat wspólnej drogi, która doprowadziła hiszpańskiego mistrza na szczyt światowego tenisa. Choć razem przeżyli najbardziej spektakularne momenty pod blaskiem jupiterów wielkoszlemowych finałów, Toni przyznał, że największe znaczenie miały dla niego zupełnie inne chwile – te ciche, codzienne, spędzone na kortach w rodzinnym Manacor.
Kiedy trenowanie Nadala było najprzyjemniejsze?
"Zawsze to powtarzam – znacznie większą radość dawało mi trenowanie Rafaela, gdy był dzieckiem, niż kiedy osiągnął już najwyższy poziom" – wyznał Toni. Jak podkreślił, to właśnie pierwsze lata wspólnej pracy były dla niego najważniejsze – czas, gdy codzienna walka o lepszy forhend, dokładniejszy bekhend czy poprawę serwisu stanowiła sedno ich wysiłków.
"Najlepsze chwile? Wszyscy myślą, że to te największe wygrane. A dla mnie były to te zwykłe dni w Manacor, kiedy próbowaliśmy ulepszyć nasze uderzenia" – wspominał z uśmiechem. "Choć serwisu nigdy nie udało nam się naprawdę poprawić" – dodał żartobliwie.
Praca z młodzieżą coraz trudniejsza
Wujek Toni zwrócił także uwagę na zmieniającą się rzeczywistość sportu młodzieżowego. Jego zdaniem dziś dużo trudniej jest pracować z młodymi zawodnikami, którzy – pod wpływem otoczenia – często mają zawyżone poczucie własnych możliwości. W czasach, gdy szkolił młodego Rafaela, najważniejsza była codzienna praca i małe zwycięstwa, a nie pogoń za sławą.
Jak podkreślił, to właśnie tamte lata, kiedy błędy były naturalną częścią rozwoju, a poprawa nie przynosiła jeszcze poklasku – były dla niego najcenniejsze. Choć serwis może nie stał się najmocniejszą stroną Nadala, to fundamenty, które razem zbudowali – skromność, determinacja i miłość do tenisa – okazały się bezcenne.
