Wstyd na cały świat i puste trybuny. F1 upokorzyła tysiące kibiców w USA

Mikołaj RydzMikołaj Rydz
11 marca 2026 23:55
Wstyd na cały świat i puste trybuny. F1 upokorzyła tysiące kibiców w USA
Źródło: autosport.com

Indianapolis miało być perłą w koronie Formuły 1, a stało się miejscem jej największego upokorzenia. 20 czerwca 2005 roku świat obiegły zdjęcia, które do dziś budzą niedowierzanie: 20 bolidów rusza do okrążenia rozgrzewkowego, ale tylko sześć ustawia się na polach startowych. Reszta zjechała do boksów, zostawiając 150 tysięcy zszokowanych kibiców przed pustym torem.

Wszystko zaczęło się od wypadku Ralfa Schumachera podczas treningu. Lewa tylna opona Michelin nie wytrzymała obciążeń na słynnym owalnym nachyleniu toru. Francuski producent przyznał wprost: nie jesteśmy w stanie zagwarantować bezpieczeństwa. Mimo dramatycznych negocjacji, prezydent FIA Max Mosley pozostał nieugięty. Odrzucił propozycję dobudowania szykany, która spowolniłaby auta, uznając to za niesprawiedliwe wobec zespołów korzystających z ogumienia Bridgestone.

Wojna na górze kosztem fanów

Polityczny pat doprowadził do absurdu. Na starcie pojawiły się tylko ekipy Ferrari, Jordan i Minardi. Pozostałe czternaście aut, w tym walczące o tytuł Renault i McLaren, wycofało się w ostatniej chwili. Rozjuszeni fani, którzy wydali fortunę na bilety, zaczęli zasypywać asfalt puszkami po piwie i plastikowymi butelkami. „Niech drzwi uderzą was w tyłek na do widzenia” – grzmiały lokalne media, podsumowując arogancję władz sportu wobec amerykańskiej publiczności.

Skutki tego blamażu były opłakane. Michelin musiał wyłożyć 15 milionów dolarów na zwroty za bilety i ufundować 20 tysięcy wejściówek na kolejny rok, by ratować resztki wizerunku. Incydent ten stał się też gwoździem do trumny wojny oponiarskiej. Max Mosley wykorzystał chaos, by przeforsować wprowadzenie jednego dostawcy ogumienia, co ostatecznie nastąpiło dwa lata później, gdy kontrakt na wyłączność otrzymał Bridgestone.

Udostępnij artykuł:

Komentarze (0)

Publikując komentarz, zgadzasz się na przetwarzanie podanej nazwy i treści, które będą widoczne publicznie. Zobacz Politykę prywatności.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!