Igor Matanovic wyrasta na jedną z najciekawszych postaci Bundesligi, ale niedzielny wieczór był dla niego wyjątkowo trudny pod względem emocjonalnym. 22-letni napastnik Freiburga ustrzelił dublet w wyjazdowym starciu ze St. Pauli, zapewniając swojej drużynie zwycięstwo 2:1. Zamiast euforii, na twarzy zawodnika malował się jednak smutek. Urodzony w Hamburgu reprezentant Chorwacji odmówił celebracji obu trafień, okazując szacunek klubowi, w którym dorastał i stawiał pierwsze piłkarskie kroki.
Historia Matanovicia w St. Pauli zaczęła się w 2010 roku, gdy jako siedmiolatek dołączył do tamtejszej akademii. Przez lata piął się po szczeblach kariery, pracując nawet jako chłopiec do podawania piłek podczas meczów ligowych. Choć w 2021 roku Eintracht Frankfurt wykupił go za 1,8 mln euro, piłkarz spędził w Hamburgu łącznie 13 lat. Powrót na stare śmieci okazał się bolesny dla gospodarzy, bo bramki wychowanka pogorszyły ich i tak trudną sytuację w walce o utrzymanie.
Wielki skok wartości i klauzula w tle
Forma napastnika nie uchodzi uwadze możnych niemieckiego futbolu, a jego wartość rynkowa wzrosła w ciągu ostatnich trzech miesięcy o 3 mln euro, osiągając poziom 10 mln euro. Eintracht Frankfurt, sprzedając go do Freiburga, zabezpieczył się specjalną klauzulą odkupu. Jeśli Matanovic utrzyma obecną skuteczność, powrót do Frankfurtu stanie się bardzo realny. Trener Julian Schuster chwali go za ogromne postępy w grze bez piłki oraz instynkt snajperski, który pozwolił Freiburgowi wywieźć komplet punktów z Hamburga.
Sam zawodnik po meczu przyznał w rozmowie z DAZN, że gra na tym stadionie była dla niego wyjątkowym przeżyciem. Kibice St. Pauli przywitali go owacją, co Matanovic bardzo docenił, mimo że ostatecznie to on odebrał im nadzieję na punkty. Napastnik podkreślił, że przy pierwszym golu dopisało mu szczęście, ale jako profesjonalista musiał dać z siebie wszystko dla obecnego pracodawcy. Freiburg kontynuuje dobrą passę, podczas gdy St. Pauli musi szukać ratunku w kolejnych kolejkach ligowych.
