Trzy lata po wybuchu afery Negreiry konflikt między Realem Madryt a Barceloną osiągnął punkt krytyczny. Królewscy oficjalnie oskarżają kataloński klub o korupcję sportową. Jak donosi Diario AS, treść poufnego listu ujawnionego przez Xaviera Estradę Fernándeza nie pozostawia złudzeń co do stanowiska madrytczyków.
Real Madryt twierdzi, że system oceny i awansów sędziów w Hiszpanii był arbitralny i wypaczony przez działania Enriqueza Negreiry, byłego wiceprezesa Komitetu Technicznego Arbitrów. Według przedstawicieli klubu ze stolicy, kariery sędziowskie zależały od woli osób zarządzających CTA. Zebrane dowody mają potwierdzać ciągłe zachowania o charakterze korupcyjnym, które Real przypisuje wszystkim osobom objętym trwającym śledztwem. Madrytczycy zamierzają występować w procesie jako strona poszkodowana.
Barcelona odpiera zarzuty i mówi o raportach
Władze Barcelony od początku konsekwentnie zaprzeczają jakimkolwiek naruszeniom prawa. Klub utrzymuje, że przelewy trafiające do Negreiry stanowiły zapłatę za profesjonalne raporty skautingowe dotyczące arbitrów. Dokumenty te miał odbierać delegat meczowy Carles Naval. Mimo upływu dwóch lat od wszczęcia oficjalnego postępowania sądowego, sprawa wciąż jest daleka od finału. Policja kontynuuje dochodzenie, a kolejne elementy śledztwa tylko zaostrzają relacje między dwoma największymi klubami w kraju.
Obecnie procedura toczy się w trybie uproszczonym, co Real Madryt uznaje za w pełni uzasadnione ze względu na wagę zgromadzonych materiałów. Niepewność wokół ostatecznego wyroku sądu paraliżuje hiszpański futbol, a każda nowa informacja z akt sprawy wywołuje burzę w mediach. Barcelona musi mierzyć się z zarzutami o charakterze kryminalnym, podczas gdy Real Madryt nie zamierza odpuszczać i domaga się pełnego wyjaśnienia mechanizmów, które miały wpływać na wyniki sportowe przez lata.
