Enrique Riquelme wyrasta na głównego oponenta Florentino Pereza w wyścigu o fotel prezesa Realu Madryt. Kandydat oficjalnie oskarżył obecnego szefa klubu o zniesławienie na dziesięć dni przed planowanymi wyborami. Atmosfera w stolicy Hiszpanii gęstnieje, a obie strony nie szczędzą sobie mocnych uderzeń w walce o głosy socios.
Konflikt wybuchł po wystąpieniu Pereza, który powiązał kampanię Riquelme z mrocznym okresem rządów Ramona Calderona z lat 2006-2009. Urzędujący prezes nazwał tamte czasy sinisteralnym etapem w historii klubu i zarzucił rywalom próbę wykorzystania Realu dla własnych korzyści. Riquelme odpowiedział natychmiastowo, przypominając, że w czasach rządów Calderona miał zaledwie 15 lat. W oficjalnym oświadczeniu uznał ataki Pereza za próbę ograniczenia demokracji poprzez kłamstwa i plotki.
Obietnice wyborcze i walka o głosy członków klubu
Riquelme kusi wyborców radykalnymi zmianami finansowymi, proponując obniżenie składek członkowskich o 50 procent do czasu kolejnego triumfu w Lidze Mistrzów. Kandydat obiecuje również większą transparentność w zarządzaniu lożami VIP oraz gwarancję, że Real Madryt nigdy nie zostanie sprzedany inwestorowi. W jego planach jest także ułatwienie dostępu do biletów dla socios oraz zwrot 70 procent kosztów miejsca dla posiadaczy karnetów, którzy nie mogą pojawić się na meczu.
Florentino Perez nie pozostaje dłużny i stawia na technologiczną rewolucję oraz wsparcie legend. Podczas prezentacji, w której uczestniczyli Ronaldo Nazario, Roberto Carlos i Guti, zapowiedział projekt Infinite Bernabeu realizowany z Apple. Ma on pozwolić na oglądanie meczów w wirtualnej rzeczywistości. Perez obiecał dalszą walkę o sprawiedliwość w sprawie Negreiry oraz przekształcenie członków w faktycznych właścicieli akcji klubu, zapewniając jednocześnie, że wielkie transfery są nieuniknione.
