Marsylia zremisowała 1:1 z Niceą w derbach Morza Śródziemnego. Elye Wahi wyrasta na głównego bohatera wieczoru po tym, jak uciszył Vélodrome bezczelnym uderzeniem z rzutu karnego. Były napastnik gospodarzy nie okazał litości swojemu dawnemu klubowi, odbierając mu komplet punktów w samej końcówce spotkania.
Atmosfera w Marsylii jest gęsta. Po porażce z Lorient dyrektor sportowy Medhi Benatia nie gryzł się w język, a piłkarze spędzili cały tydzień, trenując i śpiąc w ośrodku treningowym. Habib Beye zaskoczył wszystkich, sadzając Masona Greenwooda na ławce i stawiając na defensywne ustawienie 5-4-1 z Leonardo Balerdim w roli libero. Choć gospodarze dominowali, a Pierre-Emile Højbjerg wyprowadził ich na prowadzenie szczupakiem w 65. minucie, to jeden błąd zniweczył cały wysiłek.
Fatalny błąd i bezlitosna Panenka
Geronimo Rulli popełnił fatalny błąd, który o mało nie skończył się golem dla Nicei już wcześniej, ale uratował go Jonathan Clauss. Losy meczu odwróciły się, gdy rezerwowy Tadjine Mmadi nadepnął Claussa w polu karnym. Do jedenastki podszedł Elye Wahi. Francuz, który w zeszłym sezonie krótko reprezentował barwy Marsylii pod wodzą Roberto De Zerbiego, wytrzymał presję. Wykonał perfekcyjną „Panenkę”, zapewniając Nicei kluczowy punkt w walce o utrzymanie w Ligue 1.
W zespole gospodarzy zawiódł przede wszystkim Pierre-Emerick Aubameyang, który otrzymał notę 3 i marnował dogodne okazje. Dobry debiut w wyjściowym składzie zaliczył Tochukwu Nnadi, asystując przy trafieniu Højbjerga, ale to było za mało na dobrze zorganizowaną ekipę Claude’a Puela. Nicea wywozi z Marsylii cenny remis, budując morale po awansie do finału Pucharu Francji, podczas gdy w Marsylii kryzys sportowy i wizerunkowy zdaje się pogłębiać.
