Alex Eala wyrasta na największą gwiazdę kobiecego tenisa po serii sukcesów, które zmieniły ją z pretendentki w realną kandydatkę do najważniejszych trofeów. Jak donoszą media, jej ostatnie wyniki na korcie otworzyły drzwi do kontraktów reklamowych o gigantycznej wartości.
Przełomem okazał się występ na Wimbledonie, gdzie Eala dotarła do 1/8 finału, pokonując po drodze broniącą tytułu Igę Świątek. Sukces ten potwierdziła w zeszłym tygodniu, zdobywając swój pierwszy tytuł WTA Tour w Waszyngtonie. Takie wyniki sprawiły, że oferty sponsorskie, które trafiały do niej jeszcze kilka tygodni temu, teraz mogą mieć dopisane dodatkowe zero. Zawodniczka związana z Akademią Rafaela Nadala już teraz współpracuje z Nike, a eksperci przewidują, że gigant odzieżowy zaproponuje jej znacznie lepsze warunki, by utrzymać wschodzącą supergwiazdę przy sobie.
Finansowy pościg za światową czołówką
Potencjał komercyjny Eali porównuje się do efektu, jaki wywołała Emma Raducanu po wygraniu US Open. Filipinka ma szansę zdominować rynek azjatycki, co już przyciąga globalne marki. Do jej obecnych partnerów, takich jak Globe Telecom, Babolat czy Bank of the Philippine Islands, dołączył ostatnio Marriott Bonvoy. To jasny sygnał, że firmy walczą o udział w historii tenisistki, która staje się najbardziej rozchwytywaną postacią w cyklu WTA. Jej sztab musi jednak uważać, by nadmiar zobowiązań nie przytłoczył jej kariery, co miało miejsce w przypadku Raducanu.
Szacunki finansowe robią ogromne wrażenie. Choć Coco Gauff zarabia poza kortem około 23 miliony dolarów rocznie, Eala może wkrótce zagrozić jej pozycji. Przewiduje się, że z samych umów sponsorskich zawodniczka powinna inkasować 10 milionów dolarów. Jeśli dołoży do tego tytuł wielkoszlemowy, jej zarobki mogą zrównać się z absolutnym szczytem listy najbogatszych sportsmenek świata. Obecnie Eala buduje swoją markę na największych arenach, a jej wartość rynkowa rośnie z każdym wygranym meczem w turniejach rangi WTA.
