Mileta Rajović przeżywa trudny okres przy Łazienkowskiej. Większość kibiców wyraźnie straciła do niego cierpliwość, a ostatnie wydarzenia tylko pogłębiły napięcie. Marek Papszun zabrał głos w tej sprawie.
Rajović został niedawno wygwizdany przez część trybun, kiedy pojawiał się na boisku przeciwko Radomiakowi Radom. Później sam nie podszedł do kibiców, co trudno uznać za sygnał poprawy wzajemnych relacji. Wszystko dzieje się w momencie, gdy przyszłość Duńczyka w Warszawie i tak stoi pod znakiem zapytania.
Papszun patrzy jednak przede wszystkim na to, co dzieje się wewnątrz drużyny. Rajović jest jednym z czterech napastników Legii i – jak przekonuje szkoleniowiec – nadal walczy o swoją pozycję.
– Dużo się o Milecie mówi i pisze. Kibice też mają w tym temacie zdanie. Jest czwórka napastników, więc to oznacza, że chce i walczy. Ta sytuacja nie jest komfortowa, ale wierzę, że to przełamiemy – powiedział trener Legii.
Papszun stawia sprawę jasno
Nie ma więc obecnie mowy o odsunięciu Rajovicia tylko dlatego, że jego notowania wśród części kibiców mocno spadły, a jego skuteczność pozostawia wiele do życia. Dla Papszuna granica przebiega gdzie indziej.
– Dopóki będzie zawodnikiem Legii, który się stara i przestrzega zasad, to będziemy go brali pod uwagę. Ma cały czas ważny kontrakt, więc będę podchodził do niego normalnie – zaznaczył.
Szkoleniowiec zapewnia, że stara się wydobyć z napastnika jak najwięcej pod względem sportowym.
– Jestem od tego, aby mu pomóc i dawać narzędzia do poprawy jego gry – dodał.
To istotna deklaracja w momencie, gdy wokół Rajovicia zrobiło się tak gorąco. Papszun nie daje gwarancji dotyczących jego przyszłości, ale też nie zamierza go skreślać. Dopóki Duńczyk pozostaje w Legii i właściwie wykonuje swoje obowiązki, będzie traktowany jak pozostali zawodnicy. Jest to jednocześnie wskazanie, że w przypadku tego piłkarza nie wchodzi w grę odsunięcie do rezerw, co sugeruje cały czas część środowiska kibicowskiego.
(rp)

