Max Verstappen i Red Bull Racing zajęli trzeci rząd startowy przed niedzielnym wyścigiem o Grand Prix Barcelony. Choć strata do liderów wyraźnie zmalała, lider klasyfikacji nie kryje zdziwienia przebiegiem sesji kwalifikacyjnej.
Holender przyznał, że finałowe okrążenie w Q3 nie potoczyło się zgodnie z planem, a kluczowym problemem okazał się nagły spadek przyczepności w ostatnim sektorze toru. Verstappen podkreślił, że od dziesiątego zakrętu opony przestały współpracować, co ostatecznie odebrało mu szansę na wywalczenie trzeciej lokaty. Sytuację skomplikowała również czerwona flaga wywołana przez Charlesa Leclerca, która wymusiła dziesięciominutową przerwę i wybiła kierowcę Red Bulla z wypracowanego rytmu.
Zagadkowe tempo Red Bulla w Hiszpanii
Mimo problemów, Red Bull zdołał zredukować stratę do Mercedesa o ponad połowę w stosunku do piątkowych treningów. Obecnie wynosi ona 0,350 sekundy, co dla samego Verstappena jest trudne do zinterpretowania. „Zmieniliśmy kilka rzeczy, ale nie przebudowaliśmy całkowicie ustawień. Nie do końca rozumiem, jak ta luka nagle stała się o połowę mniejsza niż wcześniej” – przyznał Verstappen. Kierowca zaznaczył, że choć wynik jest lepszy od oczekiwań, zespół z Milton Keynes wciąż ma przed sobą dużo pracy.
Podobne odczucia towarzyszyły drugiemu kierowcy zespołu. Isack Hadjar, startujący w barwach Red Bulla, określił stratę do trzeciego miejsca jako „depresyjną”, biorąc pod uwagę błąd popełniony przez niego w pierwszym zakręcie. Francuz był zaskoczony, że mimo nienajlepszego wyczucia bolidu RB22, dystans do czołówki okazał się stosunkowo niewielki. Obaj zawodnicy zgodnie twierdzą, że Barcelona obnażyła braki, które wymagają natychmiastowej analizy, by realnie myśleć o walce o najwyższe cele.
