Max Verstappen nie gryzie się w język, oceniając nowe przepisy techniczne na sezon 2026. Czterokrotny mistrz świata porównał nadchodzące bolidy do Formuły E na sterydach i przyznał, że fatalne odczucia z symulatora zniechęciły go do testów.
Holender otwarcie przyznaje, że kierunek zmian nie pomaga w podjęciu decyzji o pozostaniu w Formule 1 na dłużej. Sugeruje nawet kibicom, że równie dobrze mogliby grillować przy torach innych serii wyścigowych. Mimo tych deklaracji Laurent Mekies z Red Bulla zachowuje spokój. Francuz twierdzi, że ma zero obaw o utratę motywacji przez swojego lidera. Jego zdaniem Verstappen po prostu skupił się na obecnym modelu, gdy różnica w prowadzeniu aut na lata 2025 i 2026 okazała się zbyt drastyczna.
Inżynierowie wierzą, że ogromne wyzwania techniczne ostatecznie zadziałają na korzyść mistrza. Mekies przewiduje, że Verstappen najszybciej opanuje nowe systemy i skomplikowane narzędzia, wykorzystując swoją przewagę mentalną nad rywalami. Pierre Wache dodaje, że celem zespołu nie jest uszczęśliwianie kierowcy samym regulaminem, bo to leży w gestii FIA. Red Bull ma dostarczyć maszynę zdolną do wygrywania, bo tylko zwycięstwa realnie cieszą Holendra, niezależnie od tego, jak ocenia on charakterystykę bolidu.
Sytuacja w Milton Keynes nie jest jednak idealna, a nastroje przed startem sezonu w Melbourne pozostają chłodne. Zarówno Mekies, jak i Wache przyznają, że Red Bull nie jest obecnie punktem odniesienia dla stawki. Zespół plasuje się na czwartej pozycji w hierarchii, tracąc dystans do najszybszej trójki. Według wewnętrznych analiz ekipy napędzane silnikami Mercedesa oraz Ferrari są w tej chwili wyraźnie szybsze, co zmusza stajnię Verstappena do intensywnej pogoni za czołówką.
