Aryna Sabalenka wyrasta na liderkę buntu w świecie tenisa. Pierwsza rakieta świata otwarcie zagroziła bojkotem turniejów Wielkiego Szlema, domagając się wyższych nagród finansowych dla zawodniczek i zawodników. Jej słowa wywołały natychmiastową i niezwykle agresywną reakcję w mediach, dzieląc środowisko na dwa obozy.
Simon Jordan z TalkSPORT nie gryzł się w język, komentując postawę Białorusinki. Ekspert nazwał tenisistkę „imbecylem”, argumentując, że to właśnie turnieje takie jak Wimbledon czy Roland Garros dają sportowcom platformę do zdobycia sławy i ogromnych majątków. Jordan podkreślił, że bez tych historycznych imprez zawodnicy nie mieliby gdzie grać, a ich żądania są przejawem jednowymiarowego myślenia i braku zrozumienia rynkowych realiów.
Wielkie gwiazdy popierają bunt Sabalenki
Mimo fali krytyki, Sabalenka nie jest osamotniona w swoich postulatach. Gotowość do rezygnacji z gry zadeklarowały już inne czołowe postacie cyklu WTA, w tym Elena Rybakina oraz Coco Gauff. Amerykanka zaznaczyła, że kluczem do sukcesu jest kolektywne działanie wszystkich graczy. Podobne zdanie w kwestii finansów wyraził również Jannik Sinner, co pokazuje, że problem dotyczy obu profesjonalnych tourów i narasta od wielu miesięcy.
Zupełnie inne stanowisko zajęła Emma Raducanu. Brytyjka kategorycznie odcięła się od pomysłu bojkotu najważniejszych imprez w kalendarzu. Reprezentantka gospodarzy Wimbledonu stwierdziła, że prestiż i wartości płynące z występów w Wielkim Szlemie są dla niej ważniejsze niż pieniądze. Raducanu jasno zadeklarowała, że nie zamierza brać udziału w żadnym proteście, nawet jeśli większość koleżanek z kortu zdecyduje się na tak radykalny krok.
