Stefanos Tsitsipas skrytykował swojego byłego trenera Gorana Ivanisevicia. Grek przyznał, że obecność Chorwata w jego sztabie wywoływała niepokój i wprowadzała niepotrzebne zamieszanie.
Współpraca obu panów trwała krótko i zakończyła się w lipcu zeszłego roku po nieudanym występie na Wimbledonie. Ivanisević nie szczędził wtedy Grekowi ostrych słów, zarzucając mu całkowity brak przygotowania do turnieju. Chorwat twierdził publicznie, że mimo deklaracji zawodnika nie widzi u niego żadnego postępu. Teraz 27-letni tenisista odpowiada na te zarzuty, sugerując, że status legendy sportu nie zawsze idzie w parze z umiejętnościami trenerskimi. Tsitsipas żałuje decyzji o zatrudnieniu utytułowanego szkoleniowca.
Grek podkreśla, że obecnie czuje się w swoim zespole swobodnie, a w sztabie nie ma już lęku, który towarzyszył mu wcześniej. Zawodnik zauważył, że dodanie nowych twarzy do ekipy stworzyło chaos zamiast oczekiwanej jasności. Według niego najlepsi trenerzy to niekoniecznie dawni mistrzowie wielkoszlemowi, ale ludzie, którzy potrafią wydobyć z gracza to, co najlepsze. Tsitsipas otwarcie przyznał, że nie lubi współpracować z osobami, które udają wszechwiedzące i narzucają swoją dominującą personę w relacjach zawodowych.
Sytuacja Tsitsipasa na korcie jest obecnie trudna, ponieważ po porażce w Dubaju wypadnie on poza pierwszą czterdziestkę rankingu ATP. To jego najniższa pozycja od 2018 roku. Obecnie nad jego formą czuwają ojciec Apostolos oraz kapitan reprezentacji Grecji w Pucharze Davisa, Dimitris Chatzinikolaou. Z kolei Ivanisević, który wcześniej doprowadził Novaka Djokovicia do dziewięciu tytułów wielkoszlemowych, od tego miesiąca rozpoczął pracę z nowym podopiecznym. Jest nim młody francuski tenisista Arthur Fils.
