ECB Zagłębie Sosnowiec boleśnie przegrało na własnym lodzie z Comarch Cracovią 0:4 w meczu THL. Po końcowej syrenie trener sosnowiczan, Matias Lehtonen, nie szukał alibi i wprost przyznał, że odpowiedzialność za wynik bierze na siebie.
Goście z Krakowa ustawili spotkanie już w pierwszej tercji. Wynik otworzył Henry Karjalainen w przewadze. Po zmianie stron skutecznością błysnęli Olli Valtola i Damian Kapica, a czwartą bramkę – również w power playu – dołożył Eetu Mäki.
Cracovia była tego dnia zespołem wyraźnie lepszym. Imponowała dyscypliną taktyczną i skutecznością w formacjach specjalnych. Bramkarz Pasów Santeri Lipiäinen obronił 33 strzały i zanotował pierwsze czyste konto w sezonie.
Matias Lehtonen po meczu nie miał wątpliwości, kto zasłużył na zwycięstwo. – Rywale zagrali naprawdę dobrze. Byli bardziej zdyscyplinowani, świetnie bronili dostępu do swojej bramki. Ich formacje specjalne funkcjonowały bardzo dobrze, a bramkarz zrobił swoje. Byli od nas lepsi – ocenił szkoleniowiec Zagłębia.
37-letni Fin poszedł jednak krok dalej i uderzył się w pierś. – Myślę, że to mój błąd i moja wina, że rywale okazali się lepsi – powiedział wprost.
Lehtonen pół żartem przyznał, że ma nadzieję, iż jego zespół nie trafi na Cracovię w pierwszej rundzie play-offów. – Widzieliśmy, jak potrafią grać. To byłby nasz koszmar – stwierdził.
Na koniec podkreślił, że jego drużynie zabrakło nie tylko szczęścia, ale przede wszystkim jakości. – To nie był nasz dzień. Na szczęście trzeba sobie zasłużyć. Widocznie zrobiliśmy za mało – podsumował trener ECB Zagłębia Sosnowiec.
