Frankowski, który ledwo co przeniósł się do Galatasaray na wypożyczenie z Lens (z obowiązkiem wykupu!), teraz rozgrzewa media transferowe potencjalnym ruchem do Juventusu. O ile wydaje się, że Polak na stałe zadomowi się w Turcji, to Stara Dama może pokrzyżować te plany ofertą, której nie sposób odrzucić. O co właściwie to całe zamieszanie? Czy w Turynie Frankowski zagra coś więcej niż ogony?
W skrócie:
- Juventus uważnie przygląda się sytuacji Przemysława Frankowskiego, mimo że ten formalnie jest już związany z Galatasaray.
- Frankowski mógłby pełnić rolę rezerwowego na prawej obronie, gdzie Igor Tudor stawia na innego faworyta – Jonathana Claussa.
- Dyrektor generalny Juventusu, Damien Comolli, docenia doświadczenie Polaka w Ligue 1 i rozpoczyna rozmowy o możliwym transferze.
Juventus bawi się w podchody – czy Frankowski to as, a może joker w talii Starej Damy?
Transferowy rollercoaster Przemysława Frankowskiego nie zwalnia. Dopiero co kibice przy Bosforze zaczęli przyjmować go jako “swojego”, a już jego nazwisko przewija się w kontekście przełomowego transferu do Serie A. Prześledźmy, co się aktualnie dzieje z byłym piłkarzem Lens i skąd w ogóle ten rumor?
Polak został wypożyczony z Lens do Galatasaray, ale z tzw. obligatoryjną opcją wykupu. Turecki gigant praktycznie przypiął już do niego metkę “własność klubu”, bo spełnił warunki zakupu definitywnego. Paradoksalnie – to nie zamyka drzwi innym. Jeśli Juventus rzuci odpowiednio atrakcyjną ofertę, władze Galaty mogą nie zastanawiać się długo. Tym bardziej, gdy transfer taki może przynieść zysk jeszcze przed faktycznym wykupem.
W dodatku, chociaż Igor Tudor – szkoleniowiec Juve – upodobał sobie Jonathana Claussa na prawą flankę, dyrektor generalny Damien Comolli zdaje się mieć własną wizję. Jego oko padło właśnie na Frankowskiego, zapewne ze względu na doświadczenie z boisk Ligue 1. W Turynie Polak miałby być raczej “pewnym backupem”, czyli zmianą z ławki, niż głównym aktorem tego spektaklu.
Bitwa o miejsce na prawej stronie Juventusu – jak prezentuje się lista życzeń?
To, co robi Juventus, przypomina casting do ważnej roli, przy czym reżyserzy nie mogą zdecydować, czy szukają gwiazdy, czy raczej solidnego aktora drugiego planu. Zobaczmy zestawienie obserwowanych przez “Starą Damę” bocznych obrońców (RB):
| Zawodnik | Obecny klub |
|---|---|
| Przemysław Frankowski | Galatasaray |
| Jonathan Clauss | Nice |
| Dodô | Fiorentina |
| Wesley | Flamengo |
| Tiago Santos | Lille |
| Rodrick Tcheuna | Stade Reims |
| Nahuel Molina | Atlético Madryt |
| Pedro Porro | Tottenham |
Nietrudno zauważyć, że rywalizacja jest ostra, a decyzje będą zależały nie tylko od umiejętności, ale również od kalkulacji finansowych i układów między agentami. Frankowski ma atut – zna specyfikę francuskiego futbolu na poziomie topowym, nie jest już żółtodziobem, a jego dynamika i uniwersalność nadal cieszą się uznaniem na rynku.
Czy Polak pasuje do filozofii Juventusu?
Włoski gigant od zawsze słynął z pragmatyzmu, a nie wszyscy fani patrzą na transfer Frankowskiego z optymizmem. Z jednej strony: jest doświadczony, nie będzie kosztował fortuny i nie obciąży budżetu płacowego. Z drugiej: w nagłówkach widzimy nazwiska, które bardziej elektryzują masową publiczność (jak Porro lub Molina). To może być jednak właśnie ruch podstępny – bo kiedy wszyscy patrzą na główne gwiazdy, to “joker” może zapewnić cenny punkt w walce o mistrzostwo.
Podsumowując, saga transferowa Frankowskiego to podręcznikowy przykład transferowego chaosu w europejskim futbolu. Ostateczna decyzja? Zależy od gry agentów, liczby zer na ofertach i kaprysów dyrektorów. Niemniej jednak, sytuacja warta śledzenia – bo może zakończyć się największym transferowym zaskoczeniem tej letniej karuzeli.
