Lechia Gdańsk związała Tomasa Bobcka kontraktem aż do 2030 roku, licząc na sowity zarobek w letnim oknie transferowym — tyle że rynek może brutalnie zweryfikować wygórowane oczekiwania finansowe klubu, który właśnie pożegnał się z Ekstraklasą.
Klub z Trójmiasta wycenia swojego napastnika na co najmniej 10 milionów euro i — według informacji portalu Sport1.pl — nie jest skory do większych ustępstw w negocjacjach. Długoterminowy kontrakt z zawodnikiem był świadomą decyzją podjętą właśnie z myślą o nadchodzącym oknie transferowym: miał wzmocnić pozycję negocjacyjną Lechii i zagwarantować jej odpowiednią dźwignię finansową.
Problem w tym, że jak dotąd do Gdańska nie wpłynęła ani jedna konkretna oferta za Bobcka — mimo że jego nazwisko regularnie pojawia się w spekulacjach medialnych, zarówno w kontekście klubów krajowych, jak i zagranicznych.
Realnie rzecz biorąc, kwota 10 milionów euro powszechnie uznawana jest za trudną do osiągnięcia. Jeśli Lechia nie wykaże elastyczności, realnym scenariuszem pozostaje brak transferu w tym oknie w ogóle — co dla klubu schodzącego ze szczebla centralnego byłoby poważnym ciosem budżetowym.
Spadek z Ekstraklasy był dla zawodnika bolesnym doświadczeniem, choć w Gdańsku odpowiedzialność za degradację w znacznej mierze przypisuje się karze pięciu punktów odjętych przez PZPN. Sam Bobcek jest świadomy, że zainteresowanie jego osobą może być znaczące, jednak — przynajmniej w tej chwili — nie wywiera presji na odejście i dobrze czuje się w Trójmieście. Zastrzeżenie pozostaje jednak wyraźne: sytuacja może się zmienić, gdyby w grę weszły propozycje od znanych klubów zagranicznych.

