Aleksandar Vuković po raz pierwszy spotkał się z dziennikarzami w roli trenera Widzewa Łódź, deklarując szybką naprawę gry zespołu, który pod wodzą Igora Jovićevicia osunął się na przedostatnie miejsce w ligowej tabeli.
Aleksandar Vuković, który ze względu na propozycję z Łodzi zrezygnował z finalizowania kontraktu na Bałkanach, przedstawił konkretny plan naprawczy oparty na integracji grupy.
Jego zdaniem głównym problemem łódzkiej ekipy nie jest brak umiejętności poszczególnych graczy, lecz ich niewłaściwa kooperacja na murawie.
„Moja diagnoza jest jasna: drużyna przeszła duże zmiany kadrowe i trafiło tu wielu wartościowych zawodników, dużych indywidualności. Jednak w piłce zespół nie tworzą najlepsi gracze w rankingu Transfermarkt, ale ci, którzy najlepiej ze sobą współgrają” – zdiagnozował nowy szkoleniowiec.
Po przeprowadzeniu pierwszych zajęć z zespołem Vuković potwierdził wysoki potencjał indywidualny zawodników, zaznaczając, że kluczem do sukcesu będzie ich zjednoczenie.
Nowy trener nie krył entuzjazmu związanego z nowym wyzwaniem, podkreślając historyczną rangę klubu:
„Widzew to klub z wielką historią i tradycją, który dzisiaj jest wybitnym miejscem do pracy dla każdego trenera”.
Jednocześnie szkoleniowiec złożył hołd zmarłemu dziennikarzowi, Bogusławowi Kukuciowi, wspominając ich wzorową relację i wyrażając żal z powodu braku możliwości dalszej komunikacji.
Decyzja o zakontraktowaniu Aleksandara Vukovicia została określona przez dyrektora sportowego, Dariusza Adamczuka, jako wybór „bardzo świadomy i dokładny”. Nowy szkoleniowiec, legitymujący się doświadczeniem w walce o najwyższe cele oraz znajomością specyfiki polskiej ligi, ma za zadanie ustabilizować sytuację Widzewiaków na dystansie ostatniej jednej trzeciej sezonu.
Proces zmiany na ławce trenerskiej nabrał tempa po porażce z Katowiczanami, która ostatecznie przesądziła o losie Igora Jovićevicia. Statystyki ustępującego trenera okazały się bezlitosne: w 11 spotkaniach ligowych odnotował on zaledwie 3 zwycięstwa przy 7 porażkach.
Dyrektor Adamczuk przyznał, że postawa drużyny w Szczecinie zapaliła „czerwoną lampkę”.
„Nie można zaklinać rzeczywistości. Nie chcieliśmy robić wstrząsu bezpośrednio przed Pucharem Polski, ale zmiana była konieczna” – argumentował Adamczuk.
Odnosząc się do odpowiedzialności za wcześniejsze deklaracje, dyrektor sportowy zadeklarował wierność swoim wartościom:
„Jestem w piłce od 40 lat i widziałem wiele wzlotów i upadków. Wierzę w ten projekt, jestem jego współliderem i będę go prowadził zgodnie z moim charakterem do końca”.
