Kiedy cała piłkarska Polska zastanawia się, dlaczego lider z Krakowa nie potrafi „zamknąć” meczu, Mariusz Jop otwarcie mówi o zawiedzionej intuicji i zbyt łatwo oddawanych bramkach.
Piłkarze Wisły w ostatnich pięciu meczach ligowych zdołali przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść zaledwie raz, w starciu z Górnikiem Łęczna. W pozostałych meczach, w tym w ostatnim boju z Puszczą Niepołomice, zespół musiał zmagać się z własnymi słabościami w defensywie. Mariusz Jop nie gryzł się w język po końcowym gwizdku w miniony pi, wskazując na brak koncentracji przy straconych golach.
„Puszcza była dziś bardzo skuteczna – nie stworzyli wielu sytuacji, a zdobyli dwie bramki. Z kolei my dwa razy byliśmy na prowadzeniu i na pewno zbyt łatwo te bramki traciliśmy” – podkreślił szkoleniowiec.
Szczególne emocje wzbudziła sytuacja, w której rywal powalczył o piłkę do końca, kiedy to zawodnicy gospodarzy po prostu odpuścili, licząc na to, że piłka wyjdzie poza boisko.
„Tak to wyglądało z boku i na powtórkach – źle ocenili tę sytuację. (...) W tej jednej sytuacji zawiodła intuicja” – skwitował Jop.
Mariusz Jop zapytany został na pomeczowej konferencji o pracę sędziów. Przyznał, że widzi w nich wiele niedoskonałości, ale jednocześnie podkreślił, iż we wszystkim należy zwracać uwagę na aspekt ludzki.
„To nie pierwszy mecz z kontrowersjami. Sędziowie pewnie się wybronią ze swoich decyzji. Nie chcę ich oceniać, to też ludzie, którzy popełniają błędy” – stwierdził z rezygnacją.
Mimo niedosytu, trener starał się szukać pozytywów, chwaląc zawodników, którzy dotychczas grali mniej, a w tym ważnym spotkaniu stanęli na wysokości zadania. Niemniej jednak, bilans Wisły w ostatnich tygodniach jest alarmujący – drużyna, która marzy o bezpośrednim awansie, często gubi w ostanim czasie punktu.
„Chcieliśmy zrobić duży krok w kierunku Ekstraklasy, zrobiliśmy mniejszy” – podsumował Mariusz Jop.
Obecnie przewaga nad drugim Śląskiem Wrocław wynosi 5 punktów, co przy obecnej dyspozycji lidera nie daje jeszcze pełnego spokoju przed nadchodzącymi kolejkami. O alarmie nie ma jednak jeszcze mowy.
