Jack Grealish, do niedawna gwiazda Manchesteru City, rozpoczyna nowy, zaskakujący rozdział w swojej karierze. Anglik przenosi się na roczne wypożyczenie do Evertonu, gdzie ma nadzieję odzyskać blask i wrócić do regularnej gry. To jednak nie wszystko – na Goodison Park czeka na niego koszulka z numerem, który na zawsze zapisał się w historii klubu, noszony przez absolutne legendy.

W skrócie:
- Jack Grealish dołącza do Evertonu na zasadzie rocznego wypożyczenia z Manchesteru City.
- Otrzyma kultowy numer 18, który zwolnił odchodzący z klubu Ashley Young.
- Anglik pójdzie w ślady legend klubu, Wayne’a Rooneya i Paula Gascoigne’a, którzy również grali z tym numerem.
Wejść w buty legend? Grealish bierze numer po Rooneyu i Gazzy!
Jak donosi „The Telegraph”, Jack Grealish po przejściu testów medycznych podpisze umowę z Evertonem, gdzie trafi na roczne wypożyczenie. The Toffees nie tylko zyskują kreatywnego pomocnika, który ma im pomóc w walce o cele w Premier League, ale także szykują dla niego coś specjalnego. Grealish ma przejąć koszulkę z numerem 18, co jest ruchem pełnym symboliki i ukłonem w stronę najwspanialszych kart historii klubu z Liverpoolu.
To nie jest byle jaki numer. Mówimy o kawałku materiału, który na swoich plecach nosił Wayne Rooney, kiedy jako zaledwie 16-latek fenomenalnym strzałem przeciwko Arsenalowi przedstawił się całemu piłkarskiemu światu. To właśnie z „osiemnastką” na plecach Rooney stał się sensacją.
Z tym samym numerem przez dwa sezony biegał również inny charyzmatyczny idol tłumów, Paul „Gazza” Gascoigne. Numer stał się dostępny tego lata po tym, jak klub opuścił jego poprzedni właściciel, 40-letni weteran Ashley Young. Czy Grealish udźwignie ciężar tej legendy?
Gascoigne radzi: „Dajcie mu robić, co chce!”
Co ciekawe, sam Paul Gascoigne niedawno publicznie namawiał Grealisha do odejścia z Manchesteru City, gdzie ten spędzał coraz więcej czasu na ławce rezerwowych. Według „Gazzy”, problemem nie jest sam zawodnik, a otoczenie, które próbuje go wtłoczyć w taktyczne ramy. Były gwiazdor reprezentacji Anglii stwierdził, że menedżerowie muszą „pozwolić rozgrywającemu robić, co chce na boisku”, aby zobaczyć jego najlepszą, najbardziej kreatywną wersję. Być może w Evertonie Anglik dostanie więcej swobody, której brakowało mu pod okiem Pepa Guardioli.
Dla samego Grealisha gra na Goodison Park to ostatni dzwonek, by wrócić do wielkiej formy i przekonać do siebie selekcjonera reprezentacji Anglii, Thomasa Tuchela, przed zbliżającymi się Mistrzostwami Świata w 2026 roku. Misja „Mundial” zaczyna się już teraz. Pierwszy wielki test dla Grealisha w nowych barwach nadejdzie już w poniedziałek, gdy Everton wyruszy na Elland Road na wyjazdowe starcie z Leeds United.

