Legia Warszawa chciałaby w tym oknie transferowym sprzedać Miletę Rajovicia. Sam zainteresowany nie jest jednak chętny na wyprowadzkę i zdaje się być przekonany o tym, że jest w stanie jeszcze pomóc drużynie Marka Papszuna.
Według medialnych doniesień Legia oczekuje za Duńczyka około 2,8 mln euro. Gdyby na stole pojawiła się konkretna oferta, warszawski klub miałby być gotowy do negocjacji, choć nieoficjalnie mówi się, że ewentualne obniżenie oczekiwań nie byłoby znaczące.
Problem polega jednak na tym, że na razie trudno dostrzec kluby gotowe wyłożyć taką kwotę za zawodnika, który ma za sobą rozczarowujący sezon. Dodatkowo sam Rajović nie wykazuje chęci zmiany otoczenia.
O sytuacji napastnika mówił dzisiaj w programie serwisu „Meczyki” Piotr Koźmiński:
– Nie wydaje mi się, żeby ktoś się skusił nawet za zbliżoną cenę – to raz. A dwa – Rajović absolutnie nigdzie się nie wybiera. Ma kontrakt, bardzo dobrze czuje się u trenera Papszuna, chce udowodnić, że pierwszy sezon był wypadkiem przy pracy. Myślę, że gdyby było realne zainteresowanie, to Legia zeszłaby z ceny – stwierdził dziennikarz.
Słowa Koźmińskiego sugerują, że obecnie bardziej prawdopodobne jest pozostanie Rajovicia w Warszawie niż jego transfer. Zawodnik ma być zadowolony ze współpracy z Markiem Papszunem i wierzy, że w kolejnym sezonie będzie w stanie pokazać znacznie więcej niż dotychczas.
Legia sprowadziła napastnika latem 2025 roku z Watfordu za około 3 mln euro, ustanawiając tym samym klubowy rekord transferowy. Oczekiwania wobec zawodnika były wysokie, jednak jego pierwszy sezon przy Łazienkowskiej trudno uznać za udany. Rajović wystąpił w 43 spotkaniach we wszystkich rozgrywkach, zdobył zaledwie 10 goli, chociaż często pojawiał się na boisku.

