Taylor Fritz wyrasta na głównego kandydata do przerwania trwającej od 23 lat suszy amerykańskiego tenisa w turnieju wielkoszlemowym w Nowym Jorku. Mats Wilander wskazał go jako faworyta gospodarzy, mimo że w drabince wyżej od niego znajduje się Ben Shelton.
Były lider światowego rankingu w rozmowie z Eurosportem podkreślił, że Taylor Fritz posiada unikalną cechę, która odróżnia go od rodaków takich jak Frances Tiafoe czy Tommy Paul. Szwed zauważył, że dziewiąty w zestawieniu Amerykanin potrafi utrzymać niezwykle wysoki poziom gry nawet w gorsze dni, co czyni go wyjątkowo groźnym przeciwnikiem na dystansie całego turnieju. „On nie oddaje meczu. Walczy do samego końca. A jeśli gra dobrze, ma do dyspozycji całą broń. Więc dla mnie amerykańskim faworytem jest Taylor Fritz” – ocenił Wilander.
Sytuacja w czołówce tegorocznego US Open jest wyjątkowo nieprzewidywalna ze względu na problemy zdrowotne i formę największych gwiazd. Z turnieju wycofał się Jannik Sinner, co sprawiło, że najwyżej rozstawiony został Alexander Zverev. Niemiec, mimo słabszych wyników w Kanadzie i Cincinnati, jest według Wilandera głównym kandydatem do tytułu. Ekspert stawia go przed Carlosem Alcarazem, który wraca po kontuzji nadgarstka odniesionej w kwietniu, oraz Novakiem Djokoviciem, mającym na koncie tylko jeden mecz od zakończenia Wimbledonu.
Oczekiwania kibiców w Stanach Zjednoczonych są ogromne, ponieważ ostatnim reprezentantem tego kraju, który wzniósł puchar na Flushing Meadows, był Andy Roddick w 2003 roku. W tegorocznej edycji w gronie rozstawionych znalazło się aż sześciu Amerykanów, w tym rewelacyjny Learner Tien oraz Brandon Nakashima. Choć Tiafoe błysnął formą, docierając do finału w Cincinnati, Wilander uważa, że to Fritz ma większe predyspozycje do wygrywania najważniejszych trofeów, przypominając jego finałowy występ przeciwko Sinnerowi w 2024 roku.
