Podczas drugiej tury testów w Bahrajnie doszło do nieoficjalnego spotkania producentów silników, którzy zarzucają Mercedesowi złamanie przepisów dotyczących stopnia sprężania paliwa w nowej jednostce napędowej. Los niemieckiego producenta oraz jego stajni klienckich przed Grand Prix Australii spoczywa teraz w rękach Komisji Formuły 1.
W środę rano na torze w Bahrajnie doszło do spotkania czterech z pięciu dostawców jednostek napędowych – Audi, Ferrari, Honda oraz Red Bull. Celowo do tego grona nie zaproszono przedstawicieli Mercedesa. Konsolidacja konkurencji ma na celu wymuszenie na FIA ponownego zbadania silnika produkowanego przez niemiecki koncern.
Choć Federacja przeprowadziła wcześniej tajne kontrole, które nie wykazały nieprawidłowości, rywale są przekonani, że Mercedes zdołał uniknąć wykrycia naruszeń dzięki specyficznej procedurze testowej.
Atmosferę podgrzewają doniesienia szwajcarskiego dziennika „Blick”, według którego Audi, Honda i Ferrari są wściekłe na działania konkurenta. Ferrari otwarcie lobbuje za wprowadzeniem zakazu stosowania kwestionowanych rozwiązań jeszcze przed inauguracyjnym wyścigiem w Australii, co mogłoby postawić Mercedesa w niezwykle trudnej sytuacji logistycznej i technicznej.
Istota kontrowersji skupia się obecnie wokół stopnia sprężania paliwa w nowej jednostce napędowej na sezon 2026. Zgodnie z obowiązującymi regulacjami, dopuszczalny parametr wynosi 16:1. Tymczasem konkurencyjne stajnie sugerują, że konstrukcja Mercedesa pozwala na osiągnięcie stosunku 18:1.
Zdaniem oponentów, niemieccy inżynierowie wykorzystali lukę w procedurach kontrolnych FIA. Według ich relacji, Federacja sprawdza jednostki napędowe jedynie w temperaturze pokojowej, podczas gdy rzekome naruszenie przepisów ma miejsce dopiero w temperaturze roboczej silnika.
Ewentualna decyzja o zakazaniu stosowanego przez Mercedesa stopnia sprężania mogłaby wywołać chaos w stawce przed startem marcowych zmagań. Problem dotyczy nie tylko fabrycznego zespołu Mercedesa, ale również ekip korzystających z jego podzespołów: McLarena, Williamsa oraz Alpine.
Eksperci wskazują, że zmodyfikowanie i dostarczenie nowych jednostek napędowych dla wszystkich czterech stajni w tak krótkim czasie jest niemal niewykonalne, co stawia pod znakiem zapytania ich gotowość do rywalizacji w Grand Prix Australii.
