Alvaro Arbeloa potwierdził, że sobotni mecz przeciwko Athletic Club będzie jego ostatnim w roli trenera Realu Madryt. Szkoleniowiec kończy swoją czteromiesięczną misję w atmosferze niedomówień i trudnych decyzji. Jak sam przyznał, jego praca w klubie wymagała poświęcenia własnych przekonań na rzecz interesu instytucji. Madryt huczy od plotek, bo jego następcą ma zostać Jose Mourinho, o ile Florentino Perez utrzyma władzę po nadchodzących wyborach.
Podczas pożegnalnej konferencji Arbeloa zdobył się na szczerość dotyczącą metod pracy. Wyznał, że nie zawsze mógł postępować zgodnie z własną wizją, co bezpośrednio wpłynęło na losy drużyny. Trener zaznaczył, że gdyby prowadził zespół od początku sezonu, wiele spraw wyglądałoby inaczej. Choć zaprzeczył bezpośredniej ingerencji władz w jego decyzje, podkreślił, że musiał stawiać dobro Realu Madryt ponad własne ja, co zmieniło jego podejście znane z pracy w akademii.
Konflikty w szatni i brak miejsca u boku Mourinho
Relacje z piłkarzami były jednym z najtrudniejszych elementów krótkiej kadencji Arbeloi. Szkoleniowiec otwarcie przyznał, że dochodziło do różnicy zdań i publicznych spięć, a z niektórymi zawodnikami nie udało mu się znaleźć wspólnego języka. Mimo to deklaruje brak żalu i wdzięczność za osiem lat spędzonych w klubie. Arbeloa uciął również spekulacje dotyczące jego przyszłości u boku Jose Mourinho. Wykluczył dołączenie do sztabu Portugalczyka, twierdząc, że jest gotowy na samodzielne wyzwania.
Ostatni mecz Arbeloi na Santiago Bernabeu odbędzie się w sobotę o godzinie 21:00. Spotkanie z Athletic Club będzie miało szczególny wymiar nie tylko ze względu na odejście trenera. Kibice Królewskich przygotowują się także do oficjalnego pożegnania Daniego Carvajala, dla którego będzie to ostatni występ w barwach madryckiego klubu. Arbeloa kończy ten etap z nadzieją na powrót w przyszłości, podkreślając, że Real Madryt zawsze pozostanie jego domem.
