McLaren wyrasta na największego przegranego początku sezonu 2026 po tym, jak Mercedes zdominował rywalizację w Melbourne. George Russell i Kimi Antonelli dowieźli do mety dublet, zostawiając resztę stawki daleko z tyłu. Szef stajni z Woking, Andrea Stella, nie gryzie się w język i otwarcie przyznaje, że strata jego zespołu do liderów wynosi obecnie od pół sekundy do nawet pełnej sekundy na jednym okrążeniu.
Sytuacja jest o tyle niepokojąca, że McLaren korzysta z tych samych jednostek napędowych co Mercedes, a mimo to Lando Norris stracił do zwycięzcy aż 35,5 sekundy. Oscar Piastri nawet nie wystartował w wyścigu po wypadku na okrążeniu zapoznawczym. Stella podkreśla, że zespół musi zrozumieć, dlaczego nie potrafi wykorzystać potencjału silnika tak dobrze jak rywale, oraz pilnie popracować nad zwiększeniem przyczepności w zakrętach, gdzie dane GPS bezlitośnie obnażają braki ich konstrukcji.
Problemy z oponami i zagadka silnika Mercedesa
Lando Norris, który w Australii musiał bronić się przed atakami Maxa Verstappena, wskazuje na powracające demony zespołu. Brytyjczyk zauważył, że opony w jego bolidzie wytrzymały zaledwie trzy okrążenia, po czym pojawił się problem z grainingiem przedniego ogumienia. Choć McLaren wydaje się walczyć z Red Bullem o miano trzeciej siły w stawce, Norris przyznaje, że zespół jest obecnie „nigdzie” w porównaniu do oczekiwań i tempa narzuconego przez Mercedesa oraz Ferrari.
Najbliższe tygodnie będą dla inżynierów z Woking czasem intensywnej analizy danych. Andrea Stella zapowiada, że znaczące poprawki bolidu pojawią się dopiero za kilka wyścigów. Do tego czasu ekipa musi wycisnąć maksimum z obecnej konfiguracji, która w kwalifikacjach dała im piąte i szóste miejsce, ale z ogromną stratą blisko sekundy do zdobywcy pole position. McLaren pozostaje zdziwiony różnicami w prędkościach między samochodami korzystającymi z tej samej technologii napędowej.
