McLaren opuszcza Kanadę z poczuciem ogromnego niedosytu i długą listą lekcji do odrobienia. Choć Lando Norris startował z nadzieją na walkę o czołowe lokaty, niedzielny wyścig okazał się dla brytyjskiej ekipy brutalnym zderzeniem z rzeczywistością. Andrea Stella przyznał, że zespół zawiódł na niemal każdym polu, od decyzji sportowych po niezawodność bolidu.
Problemy zaczęły się już na starcie od ryzykownej decyzji o założeniu opon przejściowych, co zapoczątkowało serię nieszczęść. Oscar Piastri brał udział w kolizji z Alexem Albonem, a Lando Norris musiał wycofać się z rywalizacji przez awarię skrzyni biegów. Szef zespołu nie ukrywa, że nawet bez tych incydentów McLaren nie miałby argumentów w starciu z Lewisem Hamiltonem i Maxem Verstappenem, którzy dyktowali tempo na torze.
Kluczowy problem z temperaturą opon
Główną barierą okazały się niskie temperatury w Montrealu, z którymi model MCL40 kompletnie sobie nie radził. Kierowcy notorycznie blokowali koła i wypadali z zakrętów, nie będąc w stanie dogrzać przedniego ogumienia. Stella zauważył, że bolid jest obecnie zbyt wrażliwy na takie warunki atmosferyczne, co uniemożliwiło wykorzystanie potencjału nowych poprawek przywiezionych z Miami, z których część trzeba było wycofać jeszcze przed startem.
Sędziowie ukarali Oscara Piastriego za incydent z Albonem, co Stella uznał za w pełni zasłużoną decyzję. Młody kierowca działał pod presją, próbując odrobić straty po błędnej strategii zespołu, co skończyło się uszkodzeniem samochodu. W ocenie szefa stajni, przy optymalnym przebiegu wyścigu, maksimum możliwości McLarena tego dnia stanowiły jedynie niskie pozycje punktowe, a nie walka o podium.
