Novak Djoković wyrasta na jedną z największych zagadek nadchodzącego French Open. Serb przyznał otwarcie, że jego przygotowania do turnieju w Paryżu są dalekie od ideału, a on sam zmaga się z narastającą frustracją. Jak donoszą media, tenisista, który wkrótce skończy 39 lat, otwarcie mówi o fizycznych ograniczeniach blokujących go przed wejściem na najwyższy poziom.
Sytuacja lidera z Belgradu jest niepokojąca, ponieważ w całym sezonie rozegrał zaledwie trzy turnieje. Po finale Australian Open, gdzie pokonał Jannika Sinnera, ale uległ Carlosowi Alcarazowi, jego forma na mączce pozostawia wiele do życzenia. Porażka w Rzymie z Dino Prizmiciem już w pierwszym meczu pokazała, że brak rytmu meczowego jest realnym problemem. Djoković podkreśla, że jest o pół kroku wolniejszy niż dawniej, co w tak fizycznym sporcie ma kolosalne znaczenie.
Nowa rzeczywistość mistrza i walka z własnym ciałem
Gwiazdor tenisa nie ukrywa, że jego organizm wysyła coraz wyraźniejsze sygnały ostrzegawcze. Serb zaznaczył, że nie pamięta już przygotowań do wielkiego turnieju, w których nie towarzyszyłyby mu problemy zdrowotne lub fizyczne. To nowa rzeczywistość, z którą musi się mierzyć każdego dnia na treningach. Choć trenuje tak ciężko, jak tylko pozwala mu na to ciało, efekty na korcie pozostają dla niego samego wielką niewiadomą i są trudne do przewidzenia.
Mimo wycofania się broniącego tytułu Carlosa Alcaraza, droga Djokovicia do czwartego triumfu w Paryżu będzie wyjątkowo trudna. Serb zostanie rozstawiony z numerem trzecim, za Jannikiem Sinnerem i Alexandrem Zverevem. Największym wyzwaniem dla weterana nie musi być jednak samo starcie z faworytami w finale, ale dotarcie do decydującej fazy turnieju przy obecnej dyspozycji fizycznej. Djoković, który rok temu dotarł do półfinału, wciąż pozostaje groźny, ale sam studzi nadmierny optymizm.
