Barcelona wygrała 2:1 na Metropolitano, ale Hansi Flick zamiast świętować, tonuje nastroje. Niemiecki szkoleniowiec wyglądał na wyczerpanego podczas konferencji prasowej, a w jego zespole widać narastającą irytację. Choć Robert Lewandowski uratował trzy punkty w 87. minucie, nastroje w stolicy Katalonii są dalekie od ideału. Gwiazdy drużyny czują frustrację, że pokonanie grającego w dziesiątkę i mocno rotowanego składu Atletico Madryt zajęło im aż tyle czasu.
Wewnętrzne napięcia stają się coraz bardziej widoczne. Lamine Yamal opuszczał boisko wyraźnie wzburzony, wdając się w kłótnię z trenerem bramkarzy, Jose Ramonem de la Fuente. Z kolei Pedri, zmagający się z ogromnym zmęczeniem, raz po raz łapał się za kostki, nie będąc w stanie kontrolować środka pola tak skutecznie jak zwykle. Sytuację pogarsza fakt, że Diego Simeone zdaje się mieć gotową receptę na styl gry Barcelony, co obnażyło wiele słabości w pressingu liderów LaLiga.
Pułapka Simeone i strach przed rewanżem
Diego Simeone opracował prosty, ale zabójczy mechanizm. Gdy Atletico wycofuje piłkę, prowokuje linię obrony Barcelony do wyjścia wysoko, a wtedy napastnicy z Madrytu ruszają do sprintu za plecy defensorów. Flick publicznie powtarza, że Liga Mistrzów to inne rozgrywki, ale za kulisami narasta niepokój. Niemiec chce rozstrzygnąć losy dwumeczu już w pierwszym spotkaniu na Camp Nou, ponieważ w klubie panuje realny strach przed intensywnością, jaka czeka ich podczas rewanżu na stadionie rywala.
Sytuacja kadrowa nie ułatwia zadania, bo Barcelona będzie musiała radzić sobie bez Raphinhi. Podczas gdy Antoine Griezmann deklaruje ekscytację nadchodzącym starciem, zawodnicy Flicka wydają się tracić wiarę w skuteczność obecnego systemu. Trener zapowiada, że nie zamierza wprowadzać radykalnych zmian w taktyce i liczy na indywidualny błysk swoich liderów. Pozostaje pytanie, czy w obliczu zmęczenia kluczowych graczy, sama magia nazwisk wystarczy na świetnie przygotowane Atletico.
