Andrea Stella apeluje do władz Formuły 1 o pilne skorygowanie przepisów dotyczących jednostek napędowych na sezon 2026. Szef McLarena wskazuje na poważne zagrożenia dla bezpieczeństwa oraz ryzyko pogorszenia widowiska na torze.
Największy niepokój budzi procedura startowa, która stała się niezwykle skomplikowana przez konieczność rozkręcania turbosprężarki za pomocą silnika V6. Kierowcy muszą trzymać gaz przez ponad 10 sekund, co grozi zdławieniem silnika lub powolnym ruszeniem z miejsca. Stella podkreśla, że grid to ostatnie miejsce, w którym chcemy oglądać nieruchome bolidy, gdy reszta stawki pędzi z tyłu. W Bahrajnie ofiarą tego systemu padł już Franco Colapinto z Alpine, co tylko potwierdza obawy inżynierów przed inauguracją w Melbourne.
Kolejnym problemem jest drastyczny spadek możliwości wyprzedzania po usunięciu systemu DRS i wprowadzeniu aktywnej aerodynamiki. Kierowcy McLarena podczas testów skarżyli się, że mimo jazdy w cieniu aerodynamicznym, nie są w stanie zyskać przewagi prędkości. Rozwiązaniem mogłoby być zmniejszenie maksymalnej mocy elektrycznej z 350 kW, co pozwoliłoby na dłuższe korzystanie z energii na prostych. Obecnie baterie wyczerpują się zbyt szybko, co czyni nowy tryb boost praktycznie bezużytecznym w walce o pozycję na dystansie całego wyścigu.
Stella ostrzega również przed zjawiskiem „lift and coast”, czyli odpuszczaniem gazu przed końcem prostej w celu odzyskania energii. Takie zachowanie przy ogromnych różnicach prędkości może doprowadzić do przerażających wypadków, przypominających lot Marka Webbera w Walencji. Szef stajni z Woking proponuje zwiększenie limitu tzw. superclippingu do 350 kW, co dałoby zawodnikom więcej energii bez konieczności stosowania ryzykownych technik. Decyzje w tych kluczowych kwestiach mają zapaść podczas najbliższego posiedzenia Komisji F1, zaplanowanego na środę.
