Stan Wawrinka otrzymał niespodziewaną szansę na pożegnanie się z nowojorską publicznością. Choć trzykrotny mistrz wielkoszlemowy nie znalazł się na pierwotnej liście dzikich kart, ostatecznie wystąpi w turnieju głównym US Open 2026.
Sytuacja zmieniła się diametralnie na niespełna 96 godzin przed startem imprezy. Patrick Kypson musiał wycofać się z rywalizacji z powodu kontuzji, co otworzyło furtkę dla Szwajcara. Wawrinka, który zajmował 125. miejsce w rankingu ATP, przebywał już wtedy w szwajcarskich górach, będąc przekonanym, że jego przygoda z turniejami tej rangi dobiegła końca. Telefon z informacją o przyznaniu miejsca w drabince otrzymał w środowe popołudnie, co zmusiło go do błyskawicznej organizacji powrotu za ocean.
Emocjonalny powrót mistrza z 2016 roku
Dla triumfatora US Open z 2016 roku obecny sezon jest ostatnim w profesjonalnej karierze. Brak zaproszenia od organizatorów wzbudził wcześniej falę krytyki w środowisku tenisowym, jednak sam zawodnik podchodził do sprawy z dużym dystansem. Przyznał, że pogodził się już z brakiem występu, uznając, że jedynym pewnym sposobem na grę jest odpowiednio wysoki ranking, którego mu w tym momencie zabrakło.
„W tamtym momencie czułem, że to koniec mojej wielkoszlemowej kariery. Musiałem zaakceptować te emocje i byłem z tym pogodzony. Nieotrzymanie dzikiej karty nie było dla mnie problemem, po prostu było mi smutno, że nie mogłem pożegnać się z Nowym Jorkiem” – wyznał szczerze Stan Wawrinka podczas konferencji prasowej. Szwajcar podkreślił, że jest niezwykle wdzięczny za tę ostatnią okazję do rywalizacji na kortach Flushing Meadows, co czyni jego tegoroczny start wyjątkowym.
Losowanie skojarzyło Wawrinkę z Matteo Berrettinim, co zapowiada niezwykle emocjonujące widowisko już w pierwszej rundzie. Będzie to rewanż za tegoroczny maraton na Wimbledonie, gdzie Włoch wygrał po czterech tie-breakach. Szwajcar, który zdążył już odbyć treningi z czołowymi graczami świata po przylocie do USA, spodziewa się kolejnej trudnej bitwy. Spotkanie zaplanowano na poniedziałkowy wieczór na korcie Grandstand, co dla 41-letniego mistrza będzie oficjalnym początkiem ostatniego wielkoszlemowego rozdziału.
