Drużyna Olivera Glasnera pokonała Liverpool po rzutach karnych, zdobywając Tarczę Wspólnoty zaledwie kilka miesięcy po historycznym triumfie w Pucharze Anglii. Podopieczni Arne Slota, mimo gigantycznych wydatków transferowych sięgających 300 milionów euro, musieli uznać wyższość zespołu z południowego Londynu. Dean Henderson po raz kolejny okazał się bohaterem na stadionie Wembley, broniąc dwa rzuty karne w serii jedenastek.
W skrócie:
- Crystal Palace pokonało Liverpool 2:2 (3:2 w rzutach karnych) w finale Community Shield
- Dean Henderson obronił dwa rzuty karne wykonywane przez Salaha i MacAllistera
- Liverpool, mimo inwestycji wartych 300 milionów euro i bramek debiutantów Ekitiké i Frimponga, nie zdołał sięgnąć po trofeum
Henderson ponownie bohaterem na Wembley
Crystal Palace to obecnie już nie tylko "duma południowego Londynu", ale prawdziwy Supermistrzem Anglii. Zaledwie kilka miesięcy po zdobyciu pierwszego trofeum w historii klubu - Pucharu Anglii, podopieczni Olivera Glasnera znów pokazali, że na Wembley czują się jak u siebie.
"Zawsze wchodzę w mecze z przekonaniem, że możemy wygrać. Udowodniliśmy to przeciwko Arsenalowi, Manchesterowi City, Aston Villi czy Liverpoolowi. Jeśli gramy na naszym najwyższym poziomie, nikomu nie podoba się grać przeciwko nam" - zapowiadał przed meczem niemiecki szkoleniowiec. I miał absolutną rację.
Głównym bohaterem spotkania został Dean Henderson, który ponownie zamienił murawę Wembley w swój prywatny ogród. Angielski bramkarz obronił dwa rzuty karne w serii jedenastek - strzały Salaha i MacAllistera - zapewniając swojej drużynie niespodziewane zwycięstwo. Podczas podstawowego czasu gry Liverpool dwukrotnie wychodził na prowadzenie dzięki golom swoich debiutantów, ale "Orły" za każdym razem znajdowały sposób, by wyrównać.
300 milionów euro nie wystarczyło
Arne Slot, nowy menedżer Liverpoolu, nie mógł narzekać na brak wsparcia ze strony klubu. "The Reds" wydali tego lata astronomiczną kwotę 300 milionów euro na wzmocnienia. W oficjalnym debiucie na Wembley zobaczyliśmy cztery gwiazdy sprowadzone za te pieniądze: Floriana Wirtza, Hugo Ekitiké, Milosa Kerkeza i Jeremiego Frimponga.
Ekitiké, sprowadzony z Eintrachtu Frankfurt za 95 milionów euro, potrzebował zaledwie pięciu minut, by wpisać się na listę strzelców. Po podaniu Wirtza precyzyjnym strzałem pokonał Hendersona. Mimo że Crystal Palace wyrównało w 15. minucie po rzucie karnym wykorzystanym przez Jean-Philippe Mateta (po faulu van Dijka), Liverpool ponownie wyszedł na prowadzenie dzięki Frimpongowi, który w 20. minucie popisał się fantastycznym uderzeniem z dystansu.
Druga połowa przyniosła spadek intensywności, ale nie emocji. Po kilku zmarnowanych szansach Liverpoolu, Crystal Palace doprowadziło do wyrównania za sprawą Ismaili Sarra, który wykorzystał świetne podanie Adama Whartona. W końcówce spotkania "Orły" były nawet bliższe zdobycia zwycięskiej bramki, ale ostatecznie o triumfie zadecydowały rzuty karne.
W serii jedenastek Liverpool rozpoczął fatalnie - Salah posłał piłkę wysoko nad poprzeczką, a MacAllister trafił prosto w Hendersona. Choć interwencja Alissona przy strzale Eze i pudło Sosa, który trafił w poprzeczkę, dały Liverpoolowi cień nadziei, kolejna parada Hendersona przy strzale Elliotta przypieczętowała triumf Crystal Palace. Decydującego karnego wykorzystał młody wychowanek Justin Devenny, wywołując euforię po stronie kibiców z południowego Londynu.
VIDEO: La afición del #CrystalPalace llama "mafia" a la #UEFA luego de prohibirles jugar en la #EuropaLeague https://t.co/L39yrGZvaH pic.twitter.com/ej2AbyPhLO
— Everardo Herrera (@alpiedeldeporte) August 10, 2025
Warto odnotować, że zachowanie części fanów Crystal Palace pozostawiało wiele do życzenia - podczas minuty ciszy poświęconej pamięci Diogo Joty i jego brata André Silvy z trybun dochodziły gwizdy i okrzyki. Fani wywiesili także transparent z napisem "UEFA MAFIA" i odpalili race. Natomiast na boisku wielką klasę pokazał Frimpong, który celebrował swojego gola w 20. minucie, oddając hołd nieobecnemu Jocie, który nosił numer "20" w Liverpoolu.
