Cincinnati Open od lat zajmuje szczególne miejsce w kalendarzu, będąc ostatnim wielkim sprawdzianem przed US Open. Tegoroczna edycja zamiast sportowych emocji serwuje jednak kibicom i zawodnikom trudny do zaakceptowania spektakl, który zdaniem wielu niszczy prestiż imprezy.
Turniej, którego historia sięga 1899 roku, gościł w ostatnich latach takie sławy jak Carlos Alcaraz, Iga Świątek czy Novak Djoković. Niestety, zamiast skupienia na genialnych zagraniach, uwaga wszystkich ucieka w stronę ogłuszającej muzyki i komunikatów z systemów nagłośnienia. Organizatorzy z Lindner Family Tennis Centre forsują oprawę, która staje się nie do zniesienia dla osób na trybunach i przed telewizorami. Podczas niedzielnych spotkań z głośników ryczały największe hity grupy U2, skutecznie zagłuszając wydarzenia na korcie.
Problem narastał od lat, ale teraz osiągnął apogeum. Nawet powrót Sereny Williams, która wystąpiła w deblu z siostrą Venus, został przyćmiony przez hałas z sąsiednich obiektów. Widzowie Sky Sports przecierali oczy ze zdumienia, gdy emocjonująca końcówka meczu legend została zagłuszona przez ryk z głośników. „Jest mnóstwo muzyki i hałasu. To musi być bardzo rozpraszające” — przyznał wprost Jamie Murray, były lider rankingu deblistów, komentując to, co dzieje się w Ohio. Trudno o mocniejszą recenzję działań organizatorów ze strony profesjonalisty.
Ofiarą braku wyczucia padł między innymi Jamie Faria. Podczas starcia z Adamem Waltonem zawodnik desperacko prosił sędziego o interwencję i ściszenie muzyki. Sytuacja stała się kuriozalna, gdy Faria musiał przerwać ruch serwisowy, ponieważ w obiekcie rozległo się potężne wykonanie hymnu narodowego USA. Komentatorzy Nick Lester i Barry Cowan z ironią celebrowali moment, w którym DJ udał się na przerwę obiadową, jednak spokój nie trwał długo. Głośniki szybko wróciły do życia, a wraz z nimi chaos, który uniemożliwia normalną rywalizację.
Według zagranicznych doniesień, obecna sytuacja w Cincinnati to jaskrawy kontrast wobec standardów panujących chociażby na Wimbledonie, gdzie nawet dźwięk telefonu komórkowego spotyka się z natychmiastową dezaprobatą. W Ohio priorytety wydają się odwrócone — rozrywka między meczami stała się ważniejsza niż sam sport. Jak zauważa Kevin Palmer, organizatorzy sami rujnują własne święto, stawiając pod znakiem zapytania sens goszczenia tak wielkich gwiazd w atmosferze jarmarku, która uderza w fundamenty tenisowej etykiety.
Miliarder, będący właścicielem obiektu w Mason, od lat inwestuje w tenisową infrastrukturę, jednak obecne decyzje dotyczące oprawy meczów budzą coraz większy opór środowiska. Choć trybuny w Ohio tradycyjnie pękają w szwach, narastająca frustracja zawodników i ekspertów może wymusić na władzach turnieju radykalną zmianę podejścia do akustyki widowiska.
