Malezja kończy dziewięcioletnią nieobecność w kalendarzu Formuły 1 i powróci w 2026 roku. Tor Sepang zastąpi Bahrajn z powodu trwającego konfliktu na Bliskim Wschodzie. Wyścig zaplanowano na 2-4 października pod nietypową nazwą „Grand Prix Bahrajnu w Malezji”.
Historia startów w Kuala Lumpur między 1999 a 2017 rokiem obfitowała w skandale. Już podczas debiutu w 1999 roku Michael Schumacher, wracający po złamaniu nogi, pomógł Eddiemu Irvine’owi wygrać, blokując rywali z McLarena. Po wyścigu oba bolidy Ferrari zdyskwalifikowano za nieprzepisowe owiewki, co dawało tytuł Mice Hakkinenowi. Jednak po sześciu dniach sąd apelacyjny FIA przywrócił dublet włoskiej stajni, uznając, że sprzęt pomiarowy sędziów był niedokładny. „To zły dzień dla sportu” — podsumował wówczas szef McLarena, Ron Dennis.
Deszczowe dramaty i złamane polecenia zespołowe
Sepang słynie z nieprzewidywalnej pogody, co najlepiej pokazał rok 2009. Tropikalna ulewa i burze sprawiły, że warunki stały się zbyt niebezpieczne do jazdy. Wyścig przerwano na 33. okrążeniu, a kierowcom po raz pierwszy od 18 lat przyznano tylko połowę punktów. Z kolei w 2013 roku świat obiegło hasło „Multi 21”. Sebastian Vettel zignorował polecenie inżyniera, by utrzymać pozycję za Markiem Webberem, i brutalnie zaatakował kolegę z zespołu. „To głupie, Seb” — grzmiał przez radio Christian Horner, ale Niemiec i tak wyrwał zwycięstwo Australijczykowi.
Malezja bywała też miejscem wielkich dramatów technicznych. W 2016 roku Lewis Hamilton pewnie zmierzał po wygraną, która dałaby mu prowadzenie w klasyfikacji generalnej nad Nico Rosbergiem. Na 15 okrążeń przed końcem silnik w jego Mercedesie stanął w płomieniach. Ta awaria okazała się kluczowa dla losów tytułu, który ostatecznie trafił w ręce Rosberga tuż przed jego nagłym odejściem z Formuły 1.
