Alex Eala wyrasta na jedną z największych bohaterek tego lata, a jej ostatnie wyniki pozwoliły jej na spektakularny awans w rankingu WTA Tour. Po wygraniu swojego pierwszego turnieju w Waszyngtonie, 21-latka po raz pierwszy w karierze zameldowała się w czołowej dwudziestce zestawienia. Forma Filipinki imponuje, co potwierdziła w Toronto, pokonując Alycię Parks oraz Caty McNally, jednak cena tego sukcesu może okazać się bardzo wysoka dla jej organizmu.
Mimo widocznych oznak zmęczenia w ostatnim meczu, tenisistka nie zamierza odpoczywać i potwierdziła już start w Cincinnati Open, który rusza 11 sierpnia. To jednak dopiero początek morderczego maratonu. Bezpośrednio po tym turnieju Eala uda się na US Open, gdzie planuje wystąpić nie tylko w singlu, ale również w mikście u boku Felixa Auger-Aliassime. Taka decyzja oznacza trzy tygodnie rywalizacji na najwyższych obrotach w Nowym Jorku, co przy obecnym tempie może być wycieńczające.
Walka o punkty i azjatyckie plany młodej gwiazdy
Po zakończeniu zmagań w Stanach Zjednoczonych zawodniczka przeniesie się do Azji, gdzie 21 września rozpocznie rywalizację w Singapore Open. To dla niej ważny moment, ponieważ rok temu odpadła tam w kwalifikacjach po porażce z Simoną Waltert. Teraz wraca jako gwiazda światowego formatu, która realnie myśli o udziale w WTA Finals. Aby wywalczyć bilet na turniej mistrzyń, Eala prawdopodobnie pojawi się także w Wuhan oraz Pekinie, gdzie do zdobycia są cenne punkty w turniejach rangi WTA 1000.
Eksperci zwracają uwagę, że tak intensywny kalendarz, obejmujący potencjalne starty w Ningbo i Tokio, jest bezpośrednio uzależniony od wyniku w Nowym Jorku. Jeśli Filipinka nie zaliczy tam głębokiego runu, jej szanse na WTA Finals drastycznie spadną. Obecnie zawodniczka wygrała 10 z ostatnich 11 spotkań, ale sygnały o wypaleniu fizycznym, które pojawiły się w Toronto, stawiają pod znakiem zapytania jej zdolność do utrzymania tak wysokiej intensywności do końca sezonu.
