Lewis Hamilton wyrasta na głównego faworyta do zwycięstwa w Grand Prix Monako po tym, jak zdominował drugi trening na ulicznym torze. Brytyjczyk przypieczętował perfekcyjny piątek dla Ferrari, uzyskując czas 1:13.026. Włoska stajnia potwierdziła swoją siłę w wolnych zakrętach, zajmując dwa pierwsze miejsca i rzucając bezpośrednie wyzwanie Mercedesowi.
Siedmiokrotny mistrz świata wyprzedził swojego zespołowego kolegę, Charlesa Leclerca, o zaledwie 0,111 sekundy. Ferrari ma jasny cel: przerwać passę Mercedesa, który wygrał wszystkie pięć tegorocznych wyścigów. Włoski zespół od początku weekendu dyktuje tempo, co pokazał już pierwszy trening, w którym kolejność na szczycie była identyczna. Wydaje się, że specyfika toru w księstwie idealnie pasuje do charakterystyki ich bolidu.
Dramat mistrza świata i kłopoty w końcówce
Nie wszyscy mieli jednak powody do zadowolenia, bo Lando Norris zakończył udział w sesji już po 12 minutach. Mistrz świata zgłosił niesprecyzowany problem z bolidem McLarena i musiał zjechać na drogę ucieczki przy szykanie Nouvelle. Awaria wymusiła wprowadzenie wirtualnego samochodu bezpieczeństwa i pozbawiła Brytyjczyka cennych danych. To poważny cios dla stajni z Woking, która liczyła na nawiązanie walki z czołówką w ten prestiżowy weekend.
Max Verstappen zajął trzecie miejsce ze stratą niespełna dwóch dziesiątych sekundy do Hamiltona, wyprzedzając George'a Russella z Mercedesa. Piątkowe jazdy zakończyły się przedwcześnie z powodu czerwonej flagi. Wywołał ją Sergio Perez, którego Cadillac odmówił posłuszeństwa przy Casino Square. Dymiący bolid Meksykanina unieruchomił stawkę na ostatnie minuty, uniemożliwiając poprawę rezultatów w końcówce sesji.
